Wpisy z tagiem: budowa
czwartek, 28 lipca 2011
2. Dobry wieczór!
Właśnie wróciłem z budowy. Jestem padnięty, fizycznie, psychicznie i nie wiem jak jeszcze. Sam chciałem, wiem, wiem... Miłego wieczoru zatem życzę, i uciekam, spać :-) Paaaa.
wtorek, 26 lipca 2011
4. Święta święta...
i po świętach...
sobota, 23 lipca 2011
7. Może by tak dźwigiem?
- Zaproponowałem nieśmiało, widząc belki które należało ustawić na dachu. - Dźwigiem? Zdziwili się majstry, a po kiego? Stajemy panie po dwóch na końcu belki i dajemy w górę!
- Co? Ta belka ma 11m długości! 40cm szerokości i 30cm wysokości, wiecie ile to waży?!
- Eeeee tam inwestor, nie panikuj, co to za robota dla kilku chłopa!
No i daliśmy...
Ktoś ma jakieś domowe sposoby na bolący kręgosłup? Poza masażem z młodych cycuszków?
![]()
czwartek, 09 września 2010
Znak od boga.
Dzisiejsza pogoda (od rana leje) to kolejny znak żeby tego nie robić. A to było tak. Pewnego pięknego sierpniowego dnia ubiegłego roku, zapragnąłem stać się posiadaczem sportowego auta. Jakie było? Szybkie, dwumiejscowe (fotele z tyłu były dla ozdoby), czerwone. Silnik 2l z turbodoładowaniem, niski profil. Drogi trzymało się genialnie w najciaśniejszych zakrętach. Cudo... Żona podeszła do mojego zakupu średnio entuzjastycznie, choć autko generalnie jej się spodobało. Trzeba było zaszpanować nowym nabytkiem, co też się stało. Okazją było wesele kuzynki. Syciłem oczy i uszy zachwytami rodziny, ich cmokami i nieukrywaną zazdrością. Nie przewidziałem tylko jednego. Atak nastąpił znienacka, atakowali rodzice, teściowie i żona. Zgodnie stwierdzili że to bardzo zły i głupi pomysł na wydawanie kasy. Miałem świadomość, że była to moja zachcianka, że woził bym tym pojazdem nie tylko żonę! Miałem ich zdanie, na ten temat, głęboko w dupie. Moja kasa, moje zachcianki! Niestety. Zrodził się w ich głowach niecny plan, pozbawienia mnie mojej nowej zabawki. Dowiedziałem się więc, że powinienem być odpowiedzialnym człowiekiem. Odpowiedzialny człowiek zaś, inwestuje w rodzinę a nie w siebie. A najlepszą inwestycją jest budowa domu. Zamiast samochodu, powinienem więc kupić działkę budowlaną i zacząć się budować. Długo się broniłem. Walczyłem dzielnie. Cóż jednak moja heroiczna postawa. Byłem sam i zostałem pokonany. Sprzedałem autko, kupiłem działkę i zacząłem się budować. I nic z tego budowania, kurwa mać, nie idzie! Najpierw był problem ze znalezieniem odpowiedniego projektu. Bo nie każdy projekt, który mi się podobał, mieścił się na mojej działce. Później przepychanki z urzędami. Od dnia złożenia pierwszego pisma, do dnia uprawomocnienia się ostatniego, minęło dokładnie PÓŁ ROKU!!!!!!!
Później trzeba było pobiegać po bankach, tu nie było jakiś większych problemów z uzyskaniem kredytu, tak na niby, bo jak się ostatnio okazało, dokument "A" na stronie "B" został źle wypełniony i bank się zastanawia, czy wypłacić mi pierwszą ratę kredytu, choć umowę podpisałem kilka tygodni temu! W dupę z bankiem, postanowiłem, że zacznę bez niego, by zdążyć przed zimą. I co? I LEJE dzień w dzień, szpadla nie ma szansy wbić w ziemię. A teraz, pieprzony urząd miasta, postanowił wybudować przy mojej działce solidną asfaltową drogę. I co? Urząd buduje tą cholerną drogę, a ja nie mam jak dojechać z materiałem na budowę! Więc dalej stoi w miejscu. Mało tego, jak urząd skończy budować piękną drogę, to ja zaraz zacznę tą drogę rozpierdalać, bo przecież muszę się podłączyć do prądu, do kanalizacji, do gazu. Trzeba by się podłączyć zanim powstanie droga? Tak, trzeba. Tylko jak mam teraz to zrobić, jak nie mogę budować, bo nie mam jak dojechać z materiałami? Super. Nawet z urlopu zrezygnowałem, choć planowałem wyjazd z rodziną do sanatorium. Myślałem że nadgonię z robotą, akurat... Trzeba było dupę wozić pięknym autkiem i rwać lachony, a nie się budować! |
Archiwum
Zakładki:
Tagi
|