Wpisy z tagiem: onetowa sympatia
czwartek, 07 października 2010
Onetowa sympatia / Jak dotrzeć do klienta?
Serwisy z ogłoszeniami mogą nie wystarczyć. Taki facet musi serwis odnaleźć, zainteresować się, jakiegoś sms'a wysłać, dostęp do danych uzyskać, na wizytę się umówić. Po co kiedy jest sympatia! Tu można frontem do klienta. Jak mu się zdjęcia spodobają, to sam zacznie rozmowę. Wtedy proszę bardzo, ceny niezbyt wygórowane, może się skusi. A może nie mam racji? Ostatecznie kurwa to tylko zawód, profesja. Kobieta która uprawia kurewstwo też ma swoje marzenia, potrzeby. Może wpis o tym, że szuka miłości nie jest tylko pustym frazesem marketingowym? Jeśli tak, to chyba źle zrobiła, że umieściła te same zdjęcia na sympatii co na "ogłoszeniach". Choć nie. Tych z gołą cipą nie znalazłem. Cieńki bolek do kwadratu.
Ze spotkania nici. Nie będzie rozpamiętywania przeszłości, opowieści o tym co było, wspólnego picia piwa, zastanawiania się nad tym co by było gdyby. Na początku termin nie pasował, później coś tam było nie tak. Kiedy zapytałem o co tak naprawdę chodzi, dowiedziałem się, że ona po prostu nie jest zainteresowana spotkaniem ze mną. Tak w pierwszym odruchu zgodziła się przyjąć moje zaproszenie, jednak obecnie doszła do wniosku, że to bez sensu. No przepraszam bardzo. Że niby co? Ja jestem bez sensu? Aż taki niegodzien, żeby poświęcać mi odrobinę atencji? Cóż... Tak więc, "onetowa sympatia / stara miłość" całkiem zardzewiała...
niedziela, 03 października 2010
Onetowa sympatia / stara miłość
To się porobiło wczoraj! Błąkając się po serwisie, natknąłem się, na moją byłą dziewczynę. Jeszcze z czasów studenckich. A to było tak. Poznaliśmy się, na jakiejś imprezie, których było wiele, w akademiku. Później było kolejne spotkanie, i jeszcze jedno i jeszcze. Zakochałem się w niej, bez pamięci. Jak to się mówi, "paliłem cholewy" przez dobre pół roku. To był jeden z przyjemniejszych momentów, w moim studiowaniu. Romantyczne wieczory, trzymanie za rączkę, szalony seks. Czego więcej chcieć. Aż tu nagle, z dnia na dzień, wszystko się zmieniło. Okazało się, że ja to jednak nie jestem tym jedynym. Tym jedynym został ON. Dosłownie, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Jakieś dwa lub trzy tygodnie po wstrząsie, kiedy dowiedziałem się, że jestem pomyłką (JEJ POMYŁKĄ!!!), spotkałem ICH razem, trzymających się za rączkę, przytulonych, zakochanych. Bolało. Długo do siebie dochodziłem. Ostatecznie, dzięki pomocy sympatycznych koleżanek, luźnego studenckiego życia i upływowi czasu, pogodziłem sie z tym faktem. Hmmm.. jak to teraz wspominam, to okazuje się, że tych chętnych do pomocy, to było całkiem sporo ... ciekawe co? Że też wtedy na to nie wpadłem :-P Mniejsza o to. A ONI? Jeszcze tego samego roku pobrali się, na studiach. Na piątym roku ONA była z pierwszym dzieckiem w ciąży. Taka szczęśliwa. A teraz, spotykam JĄ, na tym straszliwym portalu. Rozwiedziona, samotna, z dwójką dzieci. Szuka szczęścia. Pierwsza myśl? Dobrze ci tak! Super! Bardzo dobrze! Trzeba było wybrać MNIE! Jesteś sama? I pięknie, ja też kiedyś byłem sam. Powiedz, jak to jest być czyjąś życiową pomyłką? Mąż cię zdradził? Miłość nie pomogła? No popatrz... a ja swojej żonki nie zdradziłem! Druga myśl? Szkoda, szkoda że ci się w życiu nie udało z tym małżeństwem.
sobota, 02 października 2010
Onetowa Sympatia / Dlaczego jesteś sama?
Jesteś piękną kobietą. Tak przynajmniej prezentujesz się na zdjęciach. Do tego masz ciekawy opis w profilu. I jesteś sama? Rozwiedziona? Dlaczego? Pytam, pytam i pytam. Dlaczego? Dlaczego rozpadło się twoje małżeństwo. Masz dziecko, dwoje dzieci. Piszesz że są dla Ciebie całym światem. Może to był problem? Cały ten twój świat sprawił, że zapomniałaś. Że to on, twój mąż jest twoim partnerem. On, a nie twoje dzieci. Ja wiem, dzieci są najważniejsze. Zdradził Cię? Zostawił dla innej? Czemu? A może to ty o nim zapomniałaś? Miałem takie momenty w moim małżeństwie. Żona skupiła się na dziecku. Zapomniała o mnie. Pomogła rozmowa, pomogło to, że nie szukałem łatwych rozwiązań. Gdybym to zrobił, kto wie, może i ona szukała by dzisiaj w tym portalu swojego szczęścia? Jak to jest z tobą? Powiedz szczerze, nie znamy się, nie musisz udawać. Czemu jesteś sama?
wtorek, 17 sierpnia 2010
Facet statystycznie ograniczony.
"Darmowe bzykanko" Hasło robiące furorę wśród panów, równie dużą, co "internetowa miłość" wśród pań. Ja wiem, że nie ma w tym nic odkrywczego. Kolejny banał. Tylko ilu z nas przemierza internet w poszukiwaniu swojego banału? A wszystko przez tą cholerną statystykę. No bo, statystycznie rzecz biorąc, szanse na znalezienie kobiety, która odpowie na zew faceta i rozłoży nóżki (tak jak on sobie to wymarzył), gwałtownie rośnie w tak dużym skupisku, szczególnie że panie przychodzą tu z różnymi oczekiwaniami. I jest wiele takich, które nie szukają tu tylko miłości... Oczywiście działa to w drugą stronę. Drogie panie. Jest szansa, że na tylu facetów, znajdzie się ten jeden, który się w Was zakocha (dokładnie tak jak to sobie wymarzyłyście). Znajoma dziewczyna, tak właśnie podsumowała swoją obecność na tym serwisie, pisząc do mnie: "Wszyscy faceci nie mogą być przecież ograniczeni - statystycznie rzecz biorąc." Niestety. W tym wszystkim jest jeden szkopuł. Wynika on z Wielkiej Teorii Mr John'a Gabrie'a: Normalna osoba + anonimowość + publiczność = skończony kretyn. Co w związku z tym? Cóż, kretynów nigdzie nie brakuje, a w miejscach zapewniających anonimowość ich ilość gwałtownie rośnie. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i ... odsiewać... odsiewać.... odsiewać. Aż do skutku. Ważne by nie popaść z tym odsiewaniem w kolejną skrajność. Bo czym różni się przeszukiwanie netu, z nadzieją na znalezienie upragnionego spełnienia, od popularnej rozrywki naszych przodków z początku XIX-go wieku? O czym piszę? O gorączce złota, oczywiście...
czwartek, 12 sierpnia 2010
Niech mi to ktoś wyjaśni!
Dziś o wynikach moich poszukiwań na sympatii. Kompletnym zaskoczeniem są dla mnie rozmowy z zaczepianymi przeze mnie pięknościami. Jak pisałem poprzednio, postanowiłem napisać do dziewczyn mających, moim zdaniem, najciekawsze profile. Warunkiem były "ładne" zdjęcia w galerii oraz, co nie mniej ważne, interesujący opis. Okazuje się, iż przez ich profile przewalają się tabuny "zwiedzających". Niektórzy z wielbicieli potrafią zaglądać po kilka razy dziennie i... nic. Nie przekłada się to w żaden sposób na ilość wiadomości które otrzymują. Ich skrzynki pocztowe w wielu wypadkach świecą pustką... Pytane przeze mnie panie często wspominały zaczepki dotyczące ofert seksualnych, propozycji sponsoringu lub propozycji sponsorowania. Brakowało zaś takich zwykłych, normalnych listów. Piszę przede wszystkim o "normalnych" (co jest normalne w necie?) wiadomościach, w których ktoś chce je zaczepić w miły i kulturalny sposób, nie dając im od razu odczuć, że jedynym czynnikiem sprawczym napisania wiadomości, jest chęć umówienia się na seks. Kompletnie mnie to zaskoczyło! Byłem pewien, że moje listy zaginą w powodzi poczty, która zalewa ich konta. Że zostaną bez odpowiedzi, niezauważone. Nic bardziej mylnego! Co równie ciekawe, wiele zaczepek na które decydowały się odpowiedzieć, kończyła się na niczym. Panowie, gdy okazywało się że z drugiej strony jest prawdziwa kobieta, z krwi i kości, zdecydowana i zainteresowana nawiązaniem kontaktu... uciekali. Jak napisała mi jedna z pań, jest to dla niej spore rozczarowane: "Po cóż oni do mnie piszą prosząc o spotkanie, by przed samym spotkaniem z niego rezygnować? Zajmując mój czas i angażują mnie w coś, co nigdy nie dochodzi do skutku?" Wiele z tych pań, dawno już zrezygnowała z głębszych poszukiwań interesującego ich partnera, dochodząc do wniosku, że na tym portalu ta sztuka im się nie uda. Moje wyobrażenie o sposobie funkcjonowania tego typu portalu legło w gruzach. Okazuje się, że moje przemyślenia zawarte w poprzednim wpisie, dotyczącym sympatii, w żaden sposób nie odnoszą się do panującej tu rzeczywistości! Drugim zaskoczeniem jest dla mnie odzew z jakim spotkało się postscriptum które zamieściłem w moim profilu. Skończyły się definitywnie zaczepki w stylu :"Co tu robisz, wracaj do żony". Mało tego! Otrzymuję sporo listów od dziewczyn, którym mój opis się spodobał! Kilka z tych znajomości zapowiada się całkiem interesująco... Jest ktoś w stanie mi to wszystko wytłumaczyć?
piątek, 06 sierpnia 2010
Onetowa sympatia 2 i 1/2
Poprzedni wpis mnie zainspirował do działania. Napiszę do tych najpiękniejszych. Połączę przyjemne z pożytecznym. Przekonam się na własnej skórze jak to działa. Do tej pory byłem raczej biernym uczestnikiem tego targowiska. Ponieważ mam jeszcze aktywne konto, zadziałam. Ile z zaczepionych piękności do mnie odpisze. Ile z tych odpowiedzi będzie w stylu: "spadaj do żony" a ile zmieni się w rozmowę? Co mi napiszą te dziewczyny? Zamierzam je podpytać, jak długo mają konto, jak często są zaczepiane. Trzymajcie kciuki. Sam nie wiem co z tego wyjdzie...
czwartek, 05 sierpnia 2010
Onetowa Sympatia cz2.
Zdjęcie w profilu. Niech mi ktoś wytłumaczy ten fenomen. Dziwne zdjęcia wklejone na kobiecych profilach. Że niby wnętrze jest najważniejsze? Co za odkrywcza idea! Szczególnie gdy masz być poddana męskiej ocenie. A facet, wiadomo, musi sobie popatrzeć. Skoro wygląd się nie liczy, to po jaką cholerę stroisz się przed lustrem? Spędzasz w łazience długie godziny? Czym różni się nałożenie maseczki, depilacja, tudzież inne zabiegi kosmetyczne, od przygotowania zdjęcia do zamieszczenia go w profilu? Czy ciężko do zakładania profilu podejść jak do wyjścia na imprezę? Tam też nie poszła byś bez makijażu, z potarganymi włosami... Tylko mi nie mówcie, że z pośród tysięcy zdjęć w domowych albumach, nie macie jednego przyzwoicie zrobionego! OK, komputer może dla wielu pań stanowić problem. I co? Dookoła pustynia? Nie ma zaufanej koleżanki, kolegi, kogoś z rodziny kto podpowie jak takie zdjęcie zamieścić? Druga sprawa. Masz dziecko. Ono jest dla Ciebie całym światem. (Chyba jednak nie całym skoro znalazłaś się na sympatii?) Uważasz, że koniecznie w tym portalu należy podzielić się swoim szczęściem, prezentując kolekcję zdjęć ukochanego bobasa? Co to zdjęcie ma udowadniać? Że z Tobą można ładne dzieci robić? Kompletnie rozwalają mnie kobiety zamieszczające zdjęcia bobasów na golasa. Trzeba być niespełna rozumu idiotką, żeby zrobić coś takiego. Niestety takich tu nie brakuje. I choć byś była piękna jak aniołek a twój opis powalał na kolana, nie napiszę do ciebie, widząc takie zdjęcia. Czemu? Bo nie chcę się zadawać z ... Zrozum kobieto. Jeśli facet zechce być z Tobą, to (niemal zawsze) weźmie cię z całym dobrodziejstwem inwentarza... Do tego wystarczy w opisie profilu: "Dzieci: tak" Kolejna sprawa. Kobieta która zamieszcza nie swoje zdjęcia. Pytanie ile z tych kont jest zakładanych przez kobiety... Omijam takie profile szerokim łukiem. Podobnie jak te, bez żadnego zdjęcia. Z tym, że tu mogą być dwie przyczyny braku podobizny. 1. Jesteś taka straszna, że nie warto. Lepiej żeby nikt twoich zdjęci nie oglądał. 2. Szukasz aktywnie przeglądając profile facetów. Chcesz zachować przy tym maximum dyskrecji. Po co koleżanki w pracy mają się z ciebie nabijać. Albo co gorsza, na twój profil jeszcze trafi przypadkiem twój małżonek / facet. OK takie podejście rozumiem. Przeglądam od czasu do czasu te wasze profile. Schemat jest bardzo podobny: Płeć: kobieta Wiek: 25-50 lat Kraj, województwo,budowa ciała, znak zodiaku, kolor oczu, włosów: bez znaczenia Wykształcenie: wyższe Zawód, wyznanie, szuka i cała reszta: bez znaczenia Ostatnie logowanie: w ciągu 2 dni. (po co rozmawiać z wirtualnym duchem) Co dostaję? 75 STRON, na każdej minimum 8 zdjęć. Naprawdę myślisz, że patrząc na te wszystkie profile wybiorę Twój, bo to ty masz najbogatsze wnętrze?
piątek, 30 lipca 2010
Onetowa Sympatia
Na portalu tym pojawiłem się jakiś czas temu. Nie pamiętam dokładnie, rok, dwa lata... Pojawiłem się z nudów, ciekawości. Nie mam za wiele czasu na przeglądanie profilów. Moja obecność w 90% sprowadza się do posiadania konta, na które bardzo sporadycznie zaglądam. Przez większość czasu nie mam opłaconego dostępu do poczty i informacji o tym, kto mnie odwiedzał. Nie interesuje mnie to. Aktywuję swój profil kiedy ktoś do mnie napisze. Zdarza się to bardzo różnie, raz na tydzień lub raz na pół roku. W opisie mam "żonaty", nie wstydzę się mojego zdjęcia. W profilu wyraźnie napisałem: "nie szukam kochanki" ! I co? Najczęściej dostaję wiadomość typu: "Mam problem, nie rozumiem co żonaty facet tutaj robi?" Taka wiadomość, mniej lub bardziej pokręcona, różnie to bywa. Kiedyś starałem się odpowiadać, tłumaczyć, wyjaśniać. Teraz centralnie olewam takie zaczepki. Olewam bo przekonałem się, że kobiety które tak do mnie piszą, nie oczekują moich odpowiedzi. Co ciekawe 90% informacji tego typu płynie od pań po rozwodach, w separacji. Często, gęsto, z dopiskiem: "zamiast siedzieć tutaj idź lepiej do żony!" Z początku nie rozumiałem o co chodzi. Oświeciło mnie przy którejś kolejnej rozmowie. One nie piszą do mnie! One piszą do swoich ex! Wylewają na mnie swoje żale, za nieudane związki, obarczają winą za to, że im się nie udało. Szukają nieustannie dziury w całym: "Czego tu jesteś, co tu zgubiłeś, jak tam twoje kochanki, obłudny hipokryta, żonaty a na obce łazi, twoja żona to ma z tobą przechlapane, jakie to szczęście że ja nie jestem twoją żoną..." Kto wam, durne baby, powiedział, że moja żona ma ze mną źle? Kto was prosi o dobre rady? Kto ma szczęście? Ty, że nie jesteś moją żoną? A kto by cię chciał brać? Twój ex uciekł od ciebie do innej! Myślisz że sprawi mi przykrość taka zaczepka? Litości... jakie to żałosne! Po jaką cholerę piszesz do mnie, że mam wracać do żony!? Napisz to do swojego ex. Napisz mu, że on ma do ciebie wracać. Bo ty go ciągle kochasz i tęsknisz i nawet mu wybaczysz, byle by wrócił... Kolejna grupa to panie które zaczepiają ot tak sobie. A że fajny opis, niby chcą pogadać, tak, przy okazji. Zaczyna się rozmowa, jeden, drugi, trzeci list i co widzę? Pani ma do mnie pretensje... że żony nie pilnuję, że nie powinienem być na sympatii i że "gdyby ona miała takie szczęście, to by się tu nigdy, przenigdy"... Czyli wracamy do tematów opisanych powyżej ,z tym że wyrażonych nie w sposób bezpośredni, lecz sączony w kolejnych listach. Na palcach jednej ręki policzyć mogę normalne rozmowy, z normalnymi kobietami, które odwiedziły mój profil i zaczepiły mnie, bo chciały zwyczajnie ze mną pogadać. No to po jaką cholerę jestem na tym portalu? A co to konia obchodzi, po jaką? Bo tak, bo mam taki kaprys, bo tak chcę! Jestem po nieudanej korespondencji z kolejną dziewczyną, z podobnymi problemami. Z początku zwyczajna rozmowa, co tam w pracy, jak tam weekend, co słychać, powoli zaczęliśmy rozmawiać na coraz to trudniejsze tematy. Moja czujność została uśpiona, opowiedziałem jej, że mam wiele życiowych dylematów, że nie wszystko w moim małżeństwie dzieje się tak, jak bym chciał, że zazdroszczę czasem innym ciekawszego życia. I co się okazało? Pani się na mnie obraziła! Poważnie. Tak, jak by była moją żoną. Jak ja śmiałem mówić jej o moich wątpliwościach, o moich rozterkach, ona nie rozumie tego co do niej piszę, "GDYBY ONA MIAŁA TAKIE SZCZĘŚCIE, TO NIGDY, PRZENIGDY...." jak ja mogę tak wątpić, jak ja mogę nie mówić żonie wszystkiego co kłębi się w mojej głowie, ona tego bidula nie rozumie, nie rozumie nic a nic, a tak się starała, biedna się pogubiła, i teraz już nie chce ze mną rozmawiać! Chryste, czy ja pisze po chińsku? Czy ja kiedykolwiek napisałem że chcę być z tobą? Że marzę aby zostać twoim facetem? Czemu dajesz mi mądre rady, co mam robić w moim małżeństwie. Kto ci powiedział ze tego od ciebie oczekuję? Po jaką cholerę mnie zaczepiasz, skoro nie czytasz tego co napisałem. Masz w głowie gotowe odpowiedzi na moje listy a zamiast patrzeć na słowa w nich zawarte, czytasz pomiędzy wierszami! Dzisiaj naprawdę się wkurzyłem. Szkoda mojego czasu i pieniędzy. Nieee.. nie zlikwiduję mojego profilu. Po co mam to robić? Bo kilka pokręconych kobiet do mnie napisało? To nie tak! Z tego powodu przygotowałem dodatkowy opis. Ulżyło mi. Ok. Wystraszę tym niejedną. I co z tego, mam to w nosie. Jeśli któraś zaszczyci mnie swoją wizytą lub wiadomością, niech weźmie poprawkę na to co napisałem: " To że Ty szukasz tutaj kandydata na męża, nie oznacza że, ja szukam tutaj kochanki. Moje otwarte podejście, ma dla Ciebie pewne wady i zalety: Wady/Zalety (do wyboru): nie zostanę Twoim facetem, mężem, kochankiem. Zauważ, że całe skomplikowane zamieszanie spowodowane niedomówieniami, omija Cię szerokim łukiem. Dzięki temu możesz do mnie napisać, bez obawy że pomyślę, że na mnie lecisz. W zamian otrzymasz faceta, który chce z Tobą pogadać, posłuchać co masz do powiedzenia. Faceta który się w Tobie nie zakocha, nie będzie wydzwaniał po nocy, budząc Cie bez potrzeby, nie będzie Cię śledził, sprawdzał gdzie, z kim i po co chodzisz po mieście. Krzysiek Ps. Skoro doszłaś aż tutaj, czytając mój opis, przeczytaj proszę jeszcze ten kawałek. 1. Jeśli masz coś do powiedzenia Twojemu ex, to kieruj to proszę do niego. Ja nie jestem przekaźnikiem. To tak nie działa, że Cię wysłucham a następnie jemu powtórzę. 2. Nie oczekuję, że będziesz udzielać mi dobrych rad. Swoje dobre rady, zachowaj dla Twojego ex. 3. Jeśli chcę porozmawiać, to o wszystkim i o niczym, jeśli spodoba mi się korespondencja z Tobą, to być może porozmawiamy na trudniejsze tematy. 4. Uwagi typu "czego tu szukasz, idź do żony" zachowaj dla Twojego ex. 5. Jeśli uważasz że jestem fałszywy, zakłamany, nieuczciwy, że jestem hipokrytą, oszustem lub maniakiem - nie pisz! Po co zadawać się z takim człowiekiem? 6. Nic o mnie nie wiesz na pewno. To, że wszyscy faceci są tacy sami, nie znaczy że ja jestem jak wszyscy. Ja nie uogólniam, więc Ty też sobie podaruj. 7. Uważasz że powinienem być inny? Inaczej się zachować, inaczej pisać? Nie przeczytałaś uważnie mojego opisu. Uwagi do mnie, na temat: "jaki powinienem być", zachowaj dla Twojego ex. 8. Jeśli wszystko co masz mi do powiedzenia, to: "Mam problem, nie rozumiem co żonaty facet robi tutaj", proszę, nie pisz... " Ciekawe czy to zadziała... |
Archiwum
Zakładki:
Tagi
|