- Pioter, skąd u ciebie taka piękna śliwa pod okiem? - Nie potrafiłem właściwie wyrazić mojego zachwytu. - Zachwytu? Za to teraz leją w mordę? - Niemego zachwytu, stary, czasem lepiej milczeć. - Wyduś wreszcie to z siebie, i tak umieram ze śmiechu widząc cię poobijanego. Za co dostałeś i od kogo? - Od Kaśki. - Od tej nowej laski którą bajerujesz? - No... - Nie no, tylko za co? Ile już kręcicie, drugi tydzień? - Drugi i zapewne ostatni. - Czemu? - Wczoraj chlapnąłem niepotrzebnie językiem, jak wylądowaliśmy w łóżku. - Seksiliście się? - Nie, mieliśmy się seksić ale nic z tego nie wyszło... - Bo? - Bo jak ją zobaczyłem na golasa to powiedziałem: rany, ależ ty masz wielką tą dupę!
Pomyślałem, co mi tam. Wyślę to zboczone zdjęcie z poprzedniego wpisu do dziewczyny, jak mi poradziła Agnieszka_w_Krakowie. Zobaczymy czy się obrazi czy potraktuje to jako żart. Pod zdjęciem dopisałem, że jest to jedyny łańcuszek szczęścia jaki jestem w stanie zaakceptować, jeszcze tylko adres...
I się stanęło...
Ponieważ nie czuję się najlepiej, siedzę pod pierzyną. Laptop lata na kolanach we wszystkie strony, jedną ręką pisałem, w drugiej miałem gorący soczek malinowy w kubku. Jakoś ta ręka mi się omsknęła i.... list zaadresowałem do Pietrka, nawet tego nie zauważając. Poszło, spojrzałem zadowolony jak leci w świat... i wtedy do mnie dotarło, że owszem leci, ale pod niewłaściwy adres.
Pietrek zadzwonił 5 min. później.
- Co mi tu przysyłasz zboku jeden, co? - Eeee..... łańcuszek szczęścia. - No widzę że łańcuszek. Żony nie ma dwa dni w domu i co? Pierdzielą się kanarki w głowie? - Miałem wysłać komu innemu, sapnąłem. Ręka mi się omsknęła... - Teraz to mnie wkurzyłeś, zawarczał Pietrek. Jakąś orgietkę szykujesz tak? Przyznaj się! Chata wolna to zaszalejesz... A najlepszego kumpla nie powiadamiasz... Co najwyżej przez pomyłkę! - Nie robię żadnych orgii, porąbało cię? Tak chciałem zagadać do znajomej kumpeli. - Do laski zboczone obrazki wysyłasz? - Ale to ona zaczęła! Przysłała mi jakiś zboczony łańcuszek szczęścia, że niby mam teraz coś jej miłego napisać... - No to pisz baranie, a nie zdjęcia pornograficzne rozsyłasz! - Co mam pisać? - Ja pitolę... wszystko muszę ci tłumaczyć? Pisz że ją lubisz, że ładna jest, że ją podziwiasz, co tam, że ładna jest.. - Ładna już była! - Przeszkadzasz mi się skupić! Jeszcze raz... ładna była? - Była. - No napisz jej jeszcze coś miłego! - No to wiele nie napiszę. - Czemu? Zapomniałeś jak się laski bajeruje? - Ja jej prawie nie znam! - Nie znasz jej? Ale zdjęcia zboczone to wysyłasz? - Czepiasz się... - Głupiś! To znak o boga! - Przecież ty nie wierzysz... - Mówię ci ze od boga! - Noo... przyznałem zrezygnowany. - No. List dotarł do mnie po to, żebym cię nawrócił z drogi niewiernej. - Z czego? - Ze niewiernej, ten, ze złej drogi. Na właściwą! - Czyli? - Wolne masz? - Mam. - Żona pojechała? - Pojechała. - No to umów się z tą laską! - Z którą? - Z tą, co jej zdjęcie miałeś wysłać! - Aaa.... po co? - Jak to po co! Żeby ją lepiej poznać! Do laski ładnie zagadaj, na jakąś kawkę zaproś. Co ci szkodzi? - Szkodzi mi, że jestem żonaty? - Sraty, taty. PISZ! Jak tam, kurujesz się? - Kuruje... - No to zdrowiej, do weekendu musisz śmigać! - Nooo... zdrowieje...
Więc, ten, tego... napisałem. I wiecie co? Przyjęła zaproszenie... Oj, matko, matko, żebym tylko się w jakieś kłopoty nie wpakował!
- Co ty dzisiaj koligen taki zadowolony z siebie, zapytał Pietrek. - Ja zawsze jestem z siebie zadowolony, zapomniałeś? - Prawie zawsze, sprostował Pietrek. Nie byłeś wczoraj na delegacji? - Byłem. - Czegoś tu nie rozumiem, z delegacji zawsze wracasz ciężko skacowany i jeszcze ciężej wkurwiony. Ostatnim razem, to trzymało cię dwa dni, jak mnie pamięć nie myli. - Nie myli cię. - No? To co? - Niiiicccooo... - NIE? Naprawdę? NIEMOŻLIWE? - Możliwe, możliwe... - Doczekałeś się? - No ba. - Opowiadaj! - Co tu opowiadać, doczekałem się. Wieczorem żonka miała dla mnie niespodziankę. - Stary, ostro pojechała, w środku tygodnia? - A co. Jak "szaleć", to "szaleć", nie? - Jak było? - Fajnie, zupełnie jak bym to robił pierwszy raz w życiu. - Qurna... aż tak dobrze? - Dobrze, ..........i szybko. - Hahahahahahaha szybko? To ile? - Jak byś przypościł dwa miesiące, to też miał byś szybki numerek. - To żona niezadowolona. - Zadowolona. - Jak? Przecież było szybko. - To co, ja nie mam 15 lat, zająłem się żonką zanim zaczęliśmy. Najpierw ją popieściłem, a później przystąpiłem do działania właściwego. - Aaaaaaa, ........ile? - Co ile? - Ile czasu ci to zajęło, to właściwe działanie. - A jak myślisz? - Myślę że 5-10 minutek. - W sumie, prawie trafiłeś. - To znaczy ile, pięć? - Jeszcze tak, ze dwie dwie minuty różnicy. - Siedem? - Trzy... - Zwierzaku.... hehehehehehe. - Spaaaaaaadaj!
Kochanka winna być piękna! Stwierdził Pietrek. Musi być piękniejsza od żony, i co ważniejsze, musi mieć większy biust niż ślubna. Inaczej zdrada nie ma sensu. - Aha, mruknąłem. - Dobrze żeby była przy kasie, żeby miała własny samochód i własne mieszkanie. Najlepiej żeby mieszkała sama, bez dzieci, ewentualnie żeby mogła dzieci oddać dziadkom na przechowanie. - No, potwierdziłem. A mąż? - Lepiej żeby była bez męża, po co dodatkowe komplikacje, wystarczy że masz żonę nie? Dobrze też, żeby była z miasta obok. Ciągnął Pietrek. Nasze jest za małe. Niby nie jest małe ale jednak, gdzie się nie ruszysz, zawsze spotkasz kogoś znajomego. - Mhm... - No i jeszcze żeby nie była całkiem głupia. - Oj tak, przytaknąłem. - No jakaś super mądra to niekoniecznie. Ale żeby miała trochę oleju w głowie. Akurat tyle, żeby nie dzwoniła wieczorami do ciebie do domu. - Wiesz co? Zapytałem. - Co? - Baby też mają takie zwidy, jak ta twoja kochanka. - Jakie? - Biały rycerz na wielkim koniu, czy wielki rycerz na białym koniu? - Chyba z wielkim koniem, co? - Mniejsza o to. Pietrek? - No? - Czemu mi to wszystko opowiadasz? - Jak to czemu, żeby cię pozytywnie zainspirować!
- Żonka wróciła? - Wróciła. - Nooo, stary, to sobie odbijecie zaległości? - Tzn? - No co, ja bym się pobzykał tak parę razy, na zapas! - Ja też... - To nie bzykacie się? - No i tak i nie... - E.... nie kapuję? - No powiedzmy, że na razie pieszczoty muszą wystarczyć. - U stary, to porażka... - Czemu? - No tylko mi nie mów, że kutas cię nie swędzi? - Swędzi, ale mówiłem ci, odrobina pieszczot i nie jest tak źle. - Bo ty dureń jesteś, jak żona dać nie chce, to trzeba sobie na boku poszukać! - No a jak nie może? - Baba nie może? Przestań. - Poważnie, a jak jest chora, albo źle się czuje? - No to co innego, choć jak ciągle chora i źle się czuje, to trzeba szukać. - To nie dla mnie. - Bzykać się nie lubisz? - Lubię. - No to co jest nie dla ciebie? - Nie dla mnie jest szukanie na boku. - Świętoszek. - Czemu świętoszek? Po co mam szukać, jak w domku fajna kobieta. Trochę teraz niedysponowana, kiedyś jej przejdzie. - Przestań, mówię ci, nie ma to jak kochanka. Najlepiej młoda. - Tak wiem, teraz możesz, to szalejesz, ciekawe jak długo. - Ile się da. Mi też coś się od życia należy! - No proszę, a pomyślałeś o tej swoje kochance? - Pewnie! Jak o niej myślę to od razu mi staje! - Pytam czy pomyślałeś o jej uczuciach? Myślisz, że dla niej to takie sobie puste bzykanko? - Tak mi mówiła... - Naiwniaku... popatrz uważnie. Dziewczę zakochane bez pamięci... - Weź... tak myślisz? - Ja to widzę! I co, myślisz że ot tak, powiesz jej, że już ci nie odpowiada, i się rozstaniecie? - A nie? - Oj nie stary... nie... będzie kwas... - To co ja mam teraz zrobić? - Poważnie pytasz? - Poważnie! - Zakochaj się w niej! - I będę latał za nią jak piesek? - Przyda ci się ruch!