- To? A to... (kasa za moją ostatnią fuchę, miałem odpowiedzieć zgodnie z prawdą, ale ugryzłem się w język), dostałem od takiej jednej pani (skłamałem bez mrugnięcia okiem).
- Aż tyle? Za co? Nie dawała za wygraną żona.
- Jak to za co, sprawiłem się jak trzeba. Pani była nieziemsko zadowolona z mojej obsługi.
- Pani? Z obsługi?
- Pani, z obsługi, dobrze się sprawiłem. To i kasa wpadła.
- Aż tyle?
- To chyba dobrze co?
- No skarbie, mam nadzieję że teraz częściej będziesz tyle ekstrasów do domu przynosił!
- O niee... nie kochanie, nie tak ostro. Ja przyniosłem, od zadowolonej klientki. To teraz ty przynieś od zadowolonego klienta.
- Dobra, a co zrobimy z TĄ kasą?
- Zrobimy? To są moje ekstrasy, mam zamiar wydać je na przyjemności!
- Jakie?
- Zapłacę tobie, jak mi się oddasz...
- Za tyle? To nawet trzy razy!
Chyba znowu przepłaciłem, co?
A w hurtowni, w której ostatnio robię zakupy motoryzacyjne, pracuje piękny rudzielec. Taki prawdziwy rudzielec, nie jakieś tam farbowane podróbki.
Proszę pani, uwielbiam jak właśnie pani mnie kasuje...
Miał być komentarz do blogu Koridiany, ale że wyszła taka wielka notka, zamieszczam tutaj.
Znajomy pracuje w firmie krawieckiej. Firma spora, z renomą, wykonują tapicerkę do samochodów kempingowych. Większość zamówień to Niemcy, Francja, GB itd.
Więc ten kolega, że też skredytowany, zapierdzielał ciężko. Brał nadgodziny, przychodził w soboty, słowem, ciężko pracował, mając nadzieję na wyższą wypłatę. Oczywiście dostał to wyższe wynagrodzenie. On, i jeszcze kilku innych, mu podobnych.
No a teraz kwiatek. Firma prywatna. Ostatnio rządzi w niej nowa szefowa. Ta nowa szefowa nie jest taka znowu nowa. To sprzątaczka, która wpadła w oko szefowi. Hollywoodzki sen. Ona z nizin (finansowych i społecznych) on z wyżyn, poznali się, pokochali, poślubili.
Wracając do tematu. Znajomy wypłatę dostał, jednak szefowa, w dziwnie pojętej solidarności z pozostałą częścią załogi, postanowiła pozostałym pracownikom.... dać wyższe premie! Bo to takie niesprawiedliwe, że tylko kilku ludzi dostało wyższe wynagrodzenie. A reszta nie. Więc przy wypłacie wyszło, że wszyscy zarobili więcej! Średnio wyszło tyle samo na łebka, nie ważne, zapierdzielał, czy nie...
To nie jest żart! Premia była ze środków... wypracowanych przez tą ekipę która zapierdzielała... Koleś jak to usłyszał, to mało się nie zwolnił z firmy. No ale "wszyscy" byli zadowoleni, i nową panią dyrektor chwalili.
Efekt? Firma nie może się teraz doprosić pracowników, żeby zechcieli przyjść popracować w nadgodzinach. Pani dyrektor zdziwiona. To ona taka dobra była, a teraz jak są zamówienia, pracy tyle że nie nadążają, to wszyscy ją olali. Jak tak można... nie?
W sumie, powinno być "kozozjadacz". Byłem litościwy. Miałem pod ręką telefon, i wielką ochotę uchwycić tę chwilę. Powstrzymałem się. Zarówno przed zrobieniem zdjęcia, jaki przed odruchem wymiotnym.
ŚNIADANIE KURWA RANO ZJEDZ, PIERDOLONY KOZOZJADACZU, A NIE W TRAKCIE DROGI DO PRACY ŻRESZ WŁASNE KOZY! Nie masz gdzie palucha wsadzić z nudów na czerwonym? W dupę go sobie wsadź!
Fuj, rzygać mi się chce...
Dobra. Ważne że piątek. Koniec pierdolnika. Muszę się dziś uchlać. Kilka piw powinno wystarczyć...
- Czy ja się dobrze dodzwoniłem? - Zajebiaszcze dachy, słucham? - O... dobrze się dodzwoniłem, dzień dobry! - Bry, w czym mogę pomóc? - Poproszę o kontakt do handlowca. Był u mnie na budowie w zeszłym tygodniu, projekt wziął, obiecał wycenę dachu, i znikł. - Aha, a może pan powiedzieć jak on wyglądał? - Jak człowiek, i do tego zdecydowanie to był facet. - Jakieś cechy szczególne? - Co? Jakie cechy szczególne? Pani kochana, co ja mu miałem w spodnie zaglądać? Przecież mówię, FACET. To nie wystarczy? - No przydały by się te cechy... ale popytam, na to nazwisko, kto to mógł być... - Bardzo proszę, bo mimo wszystko chciałbym tą ofertę dostać. A tak, tylko mi te dwie dachówki po panu zostały... - Dachówki? - Tak, przywiózł do pokazania, na wzór, fajne takie, błyszczące, cały weekend z synem żeśmy się nimi bawili, super było, ale już nam się znudziły. Synu prosił żeby wspomnieć, że wolimy lego... - ....? Aha... to ja jeszcze poproszę numer telefonu do pana? - Prosz.... znaczy się jakiś kontakt będzie? Czekam niecierpliwie...
- Cześć, pogadamy? - Możemy, o czym chcesz ze mną rozmawiać? - O pogodzie? U mnie świeci słonko, wiem sprawdziłam, właśnie wracam z zakupów, kupiłam pączki. - A ja robię sobie kawę, to zjedz za mnie jednego, a ja się za ciebie kawusi napiję? - Niemożliwe, już je pożarłam, niestety drapieżni współpracownicy. Co masz zjeść za chwilę, zjedz teraz! - Ojej, w tej Twojej pracy to istna dżungla! - Żebyś wiedział! Jakim jesteś znakiem zodiaku? - Bliźniak! - Super! Ja też jestem bliźniakiem! Jak myślisz jesteśmy do siebie podobni? - Raczej nie... nie mam cycuszków... - No tak, ja mam, takie ładne, niedawno zrobione! - Zrobiłaś sobie cycuszki? Interesujące, a jak się je robi? - Takie piłeczki wkładają... - Piłeczki? To nie lepiej je było je w stanik włożyć? Były by zdejmowalne, a tak? - Moje cycuszki są na zamek - błyskawiczny, wieczorem je na szafkę odkładam. - Ja na szafkę odkładam zęby i okulary... popatrz, jednak jakoś do siebie jesteśmy podobni. - A ja jeszcze szklane oko i drewnianą nogę. Tak się lekko bez nich śpi, tylko rano dużo ubierania jest. - Faktycznie... - Powiedz coś więcej o sobie! Jak wyglądasz? Jaki masz kolor włosów, oczu? - Włosów kolor mam taki nietypowy - łysy... wiesz co? Podoba mi się ten pomysł z odpinanymi cycuszkami. - Tak, tak, to bardzo praktyczne jest. - No właśnie, bo wiesz, jestem wielkim facetem, w sensie otyłym, w pracy, to potrzebuję dwóch krzeseł żeby przed kompem posiedzieć. - Faktycznie wielkie z ciebie chłopisko. - Zalety są, kubek z kawą mogę postawić na brzuchu, zresztą klawiaturę i papiery z roboty też, wygoda taka. - Aha, a czemu podoba Ci się pomysł z odpinanymi cycuszkami? - Przez ten brzuch pewnych części ciała dawno nie widziałem... - Przerażasz mnie... - No taki live. A jak człowiek długo czegoś nie widzi to tęskni... - Umrem.... hahahahahahaha wariacie....
Że w naszym pięknym kraju nie ma poligamii! Już, już wyjaśniam!
Moja kobieta potrzebuje minimum 2 (słownie: dwóch) godzin na wieczorne ablucje. Co można robić wieczorem w łazience przez dwie godziny?
NIE WIEM!
Kiedyś próbowałem to sprawdzić, ale po 15 minutach, sprawdzanie mi się znudziło. Szczególnie kiedy okazało się, że ślubna nijak w tym momencie nie jest zainteresowana figlami. W jakiejkolwiek formie. A skoro figli niet, to po kiego diabła gnieść się na małych gabarytach.
O, właśnie i tu dochodzę do sedna mojej myśli przewodniej. Jedna kobieta w małej łazience min 2 godziny. A dwie, trzy albo cztery baby? Wieczorem to jeszcze małe piwo, zawsze można by tej ostatniej z kolejki powiedzieć: kochanie, jak już skończysz to mnie obudź, wskoczę pod prysznic po tobie". Pomyślcie co by się działo RANO! No ok, dwie godziny rano nie są potrzebne, ale tak minimum pół, musi być obowiązkowo. W ekstremalnych wypadkach kwadrans.
A teraz pomóżcie go razy cztery.
Cztery razy więcej przyjemności? Czy aby na pewno? No, OK, seks z czterema kobietami, jak jeszcze dadzą się namówić na figle razem, może być interesujący (zgaduję). O ile facet wydoli. A co z czterokrotnym bólem głowy? A jak im się kalendarzyki zsynchronizują? Oj...
No a na koniec taki mały kwiatek. Jako szczęśliwy posiadacz M4 w bloku, mam ograniczone warunki lokalowe dotyczące powierzchni w łazience. Dobra, przechodzę do sedna sprawy. Więc, za młodych lat próbowałem ze ślubną uprawiać w niej seks. Tak sobie myślę po latach, kto te wszystkie bzdetne poradniki wypisuje: bogatsze doznania, większa zmysłowość, feeria zmysłów, zwiększona wrażliwość."
Przełóżmy to teraz na blokową łazieneczkę. Zero intymności, sąsiedzi mogą wziąć czynny udział w waszych westchnieniach, stękaniach i wyznaniach. Mała wanna, nie daje zbyt wiele możliwości manewru, jedna, może dwie sensowne pozycje by się sprawdziły. Tyle że jest to wysoce mało komfortowe, szczególnie gdy w jaja uwiera cię kurek od kranu i za cholerę nie widać pod tą pierdzieloną różową pianą, gdzie w tej chwili podziewa się mydło...
Może, może jak już się wybuduję, w mojej super wielgachnej łazience zechcemy ze ślubną "zaszaleć", choć z drugiej strony, wiecie, starzejemy się, więc seks w łazience?
Łeeetam, komu by się chciało...
O, żona właśnie skończyła! To lecę pod prysznic! Paaa.....