Wpisy z tagiem: synu

środa, 27 kwietnia 2011
Dlaczego?

Dlaczego dziś jest środa?

Przecież, gdy rano wstałem, był czwartek, kiedy jechałem do pracy, też był czwartek. Kiedy piłem poranną kawę - tak, był czwartek. Dopiero koleżanka Madzia z Najważniejszego Wydziału wyprowadziła mnie z błędu.
.
Okropność!
Wiecie jak ja się teraz czuję? Bo jeśli dziś był by czwartek, to jutro był by już piątek, a tak? Wszystko do dupy.
Dwa czwartki w jeden tydzień to jak dla mnie przynajmniej o jeden za dużo!
Zaczarowała mnie jakaś wróżka? Sam nie wiem.
.
.
Przy okazji, opowiadałem Wam?
Synu ostatnimi czasy poddawał w wątpliwość istnienie postaci baśniowych, a dokładniej rzecz ujmując wróżek.
- "Te wróżki to chyba nie jest prawda", stwierdził.
- "Jak nie prawda", udałem zdziwienie.
- "No myślę że to takie bajki, naprawdę wróżek nie ma", stwierdził.
- "Jak to nie ma? Nie dawałem za wygraną. "A piątaka za ostatni ząb to niby kto ci przyniósł?"
- "O faktycznie, piątka była, no, to może faktycznie wróżki są?
.
.
Taaa...
No ale za to w weekend to się będzie działo!
.
.
11:14, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (2) »
środa, 02 marca 2011
Synu

Wczoraj miał urodziny.
Choć tak naprawdę, to wczoraj nie miał urodzin.
Miał i nie miał? Jak to możliwe? Tak nadzwyczajnie. 
Rodziny 29.02........
A co :-)
Więc, w związku z wczorajszym świętem, ojciec postanowił zadziałać. A było to tak...

Synu jest obecnie na etapie "Gwiezdnych Wojen".
Czterej pancerni już go nie bawią, najprawdziwszy na świecie hełmofon i karabiny (zabawkowe) leżą w kącie.
Na tapecie są klocki "L" oraz... gra komputerowa o bohaterach sagi, przedstawionych jako ludziki "L". Gra całkiem fajna, bo poza strzelaniem uczy logicznego działania, nie ma w niej przemocy, krew się nie leje, co najwyżej klockowy ludzik rozsypuje się na drobne klocuszki.
Ostatnio synowi zamarzył się hełm żołnierza z gwiezdnych wojen. Przy okazji jakiś tam zakupów, zajrzeliśmy z żoną do sklepu z zabawkami.
Chciałbym opisać teraz jakim bezgranicznym zdumieniem napełniło się moje serce, gdy przyglądałem się tandecie z Chin ala "Gwiezdne Wojny" i napisać o jeszcze większym zdumieniu, gdy dotarło do mnie ile to badziewie kosztuje. Obawiam się jednak, że zbraknie mi słów, by ten stan opisać. Wiecie, ja nie mam problemów finansowych, nie żal mi pieniążków na zbytki dla syna. Jednak za plastikowe byle co, nie dam tyle, ile kosztuje nowy rower! Zdecydowanie wolę kupić rower!
Tak więc, daliśmy sobie spokój z zakupami.
Temat jednak nie dawał mi spokoju.
Wczorajszy dzień, wyjątkowo spokojny, sprawił, że po ogarnięciu się z bieżącymi obowiązkami, miałem chwilę by poszperać w necie.
I wiecie co?
Znalazłem projekt takiego hełmu do wykonania z papieru!
Projekt wydrukowałem, przeskalowałem (z rozmiaru A4 na nieco większy...) i wydrukowałem (szczęśliwie nikt mnie na tych pracach nie nakrył, bo miał bym spory problem z wytłumaczeniem, do czego w firmie może być potrzebny hełm z gwiezdnych wojen).
Za to po powrocie do domku przystąpiliśmy do działania, i po dwóch godzinach cięcia i klejenia powstał hełm! Frajda tym większa, że robiliśmy go razem! Wiecie, rano synu dostał kolejny zestaw klocków "L" z serii "GW". Zestaw leżał w kącie a my zajęci byliśmy sklejaniem papierowego hełmu. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony efektem naszej pracy. Pomimo wykonania zabawki z tektury i papieru, prezentuje się całkiem okazale. Dziś drugi dzień szaleństwa.
Będziemy szykować pozostałą część zbroi gwiezdnego żołnierza...

08:09, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (4) »
środa, 16 lutego 2011
Skończyłem.

Wreszcie.
Daję mu jakieś 2-3 dni do czasu, kiedy to odpadną z niego pierwsze części. Po usunięciu tych co bardziej wrażliwych i podatnych elementów, synu powinien pobawić się tym modelem przynajmniej... rok.
Dla mnie to niepojęte.
Ja swoje zabawki likwidowałem w przeciągu miesiąca (te delikatniejsze). Te trwalsze wytrzymywały do pół roku.
A synu swoich zabawek nie psuje...
Jak on to robi?
:-)

Teraz dokończę szybowiec (taki latający)...

A oto moje "dzieło" :-)

21:44, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 listopada 2010
O działach i indianach.

Czytam synowi książki przed spaniem.
To nasz wieczorny rytuał. Kolacja, kąpiel i do łóżka.
Wszystkie pozycje bajkowe przeczytaliśmy po tyle razy, że znamy je na pamięć. Z tego powodu przewróciliśmy domowe biblioteczki, w poszukiwaniu nowych książek do czytania. Jako że synu jest nieustannie na etapie "Czterech Pancernych", padło na "Działa z Navarony". Nie do końca podobał mi się ten wybór, ale cóż było robić. Ma być książka o komandosach i już. Przebrnęliśmy więc przez "Działa". Co wieczór jeden (czasem dwa) rozdziały. Namęczyłem się co niemiara czytając tą książkę, i cenzurując ją maksymalnie, na tyle, by był ją w stanie zrozumieć sześcioletni dzieciak. Udało się.
Wczoraj wieczorem zakomunikowałem: Teraz książkę wybieram ja! Czytamy "Złoto gór czarnych", o indianach.
- Taaato... ja nie chcę o indianach, ja znowu chcę o komandosach!
- Dziś będzie o indianach!
- Nie będę tego słuchał! O komandosach!
- O komandosach będzie następna książka, teraz czytamy tą o indianach.
- Nie będę tego słuchał!
Zignorowałem bunt na pokładzie i zacząłem czytać. Po pierwszej stronie synu zdjął poduszkę z głowy, po kilku następnych przysunął się bliżej. Po pierwszym rozdziale zapytałem:
- To jak? Czytamy dzisiaj drugi?
- Czytamy....

Tagi: synu
09:58, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 października 2010
Synu i inne przypadki.

Rośnie jak na drożdżach.
I rozrabia.

"Walczy" namiętnie w grach komputerowych. Do tego stopnia, że jestem zmuszony wydzielać mu czas spędzony przed ekranem monitora.
A od wczoraj mamy kolejną zabawę. Sklejamy czołg :-)
Plastikowy.
To znaczy, ja sklejam a synu się przygląda.
Już mamy plan, zbudujemy całą armię.
Następny będzie wojskowy "gazik", później jakiś transporter (synu jeszcze się nie zdecydował jaki), no i obowiązkowo kolejny czołg.
W zeszłym roku budowaliśmy modele z papieru. Niestety, papier nie jest zbyt trwałym tworzywem, szybko się zużywa w zabawie. :-)
Z tego powodu obecnie wybór padł na plastik. No i szybciej się takie modele buduje. A przed spaniem czytam mu książki. Minimum jeden rozdział, no chyba że nasza mamuśka "utknęła" po raz kolejny w łazience, wtedy udaje się nam poczytać nawet dwa!

Ja zaś ogarnąłem się ze słodyczami.
Dalej mozolnie wprawiam się w kolejnych ćwiczeniach z książki o której wcześniej pisałem.
Do tego 2x w tygodniu kravmaga. Jak dobrze pójdzie to na święta powinienem wrócić do dawnej wagi.

Za to w pracy niewyróbka.
Co chwilę kogoś brakuje z mojej ekipy. Pierwsze poranne chłody i deszcze zbierają swoje żniwo. Przeziębienia, grypa i inne choróbska czepiły się załogi. Do tego ludzie uciekają na zaległe urlopy.

Ehhh... kiedy w końcu ja śmignę?

Taki model buduję T-55AM firmy SKIF

08:57, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (4) »