Wpisy z tagiem: praca
wtorek, 26 lipca 2011
4. Święta święta...
i po świętach... Imieniny uczciłem pracą na budowie. Dzięki temu mam przygotowane już wszystkie krokwie na dach. Zostało mi na dzisiaj przygotowanie takiego samego zestawu na garaż i we czwartek zaczniemy dźwigać wszystko na dom. Niestety, w domu też było bez świętowania, żona i synu chore. Bywa. Żonka obiecała, że jak się wykuruje, to wpadnie do mnie do pracy (kolega z biura na urlopie), wypróbujemy moje biurko... kto wie, może się nam spodoba?

środa, 20 lipca 2011
10. Pan Jacek
Pan Jacek spędził ze mną cały dzisiejszy dzień. Nie było innej opcji. Od godz 4.30 do 20.30, z małymi przerwami byliśmy na siebie skazani. Bo pan Jacek robił dzisiaj za mojego osobistego szofera, w naszej pięknej firmowej "limuzynie". -"Bo te pierony polityki, to wszystko kradnom, wi pan"... w kółko powtarzał pan Jacek, jak mantrę, chcąc zagaić na jakikolwiek temat. "Złodzieje i nieroby..." I tak to leciało.
Powrót był tragiczny, pod Łodzią dorwała nas taka nawałnica, że łamała drzewa na drodze. A do końca trasy deszcz, deszcz, deszcz...
Wycieczka do stolicy. Coś przed czym bronię się rękami i nogami. Czasem niestety mi się nie udaje. Dobrze że chociaż załatwianie sprawy poszło sprawnie. I już jestem w domku... teraz szybki prysznic i SPAĆĆĆĆĆ!!!!!!
A tu coś na sen:

niedziela, 17 lipca 2011
13. Bleeeee....
Byłem dzisiaj z synem na basenie. Spotkałem tam moją niezwykle sympatyczną koleżankę, tą z najważniejszego wydziału, z pracy. Ta sama, co to ją ostatnio posmyrałem po tyłeczku. Więc oblukałem sobie to dziewczę w stroju kąpielowym. I wiecie co? Wolę jak przychodzi do pracy kompletnie ubrana. Cycki tak wtedy jej nie wiszą. I cellulitu też nie widać. No Ok, jeszcze jest całkiem tego. Ale jakoś tak się zniesmaczyłem...
No i cały czas spokoju mi nie daje wczorajsze zajście u brata. Sam nie wiem, może jednak należało przytulić to dziewczę? Takie niczego sobie, z wyglądu. Tylko nie wiem co ma pod "kopułą". Jak jest dobrze, to dałem dupy na całej linii. A jak jest źle, to szczęście że się opamiętałem.

środa, 06 lipca 2011
Co to było wczoraj?
Pyta mnie młoda z samego rana. - Co było? Nic nie było, nie rozumiem pytania. (Postanowiłem przypalić głupa - metoda sprawdza się w 99% wypadków) - Akurat, zaraz mi powiesz że nic nie pamiętasz, co? - Ja wszystko pamiętam, pytaj o co chcesz, tylko precyzyjnie, bo teraz to nie kapuję, o co kaman? - Przyznaj się, jak wróciłeś do firmy to byłeś wstawiony! - Wypiłem z Adamem po jednym piwku, gorąco było... - Po jednym piwku, to to nie było, ściemniać to możesz szefa nie mnie. Po jednym nie jesteś taki odważny. - Odważny? Chryste, nie drażnij mnie, coś było nie tak? - A co pamiętasz? - Wszystko! - No to opowiedz! - Wróciłem do tego kołchozu, sprawdziłem pocztę, pomogłem ci dokończyć pismo. I tyle. - I nic więcej? - No dobrze. Dawaj. Skoro wiesz więcej niż ja, to zakończ moje męki, dobij. Co zrobiłem? - Nic. - Nic? - Nic, ale byłeś wstawiony i to nieźle!
Hehehe jak to nic.... a cycuszki to kto posmyrał? Ciężko się przyznać, że pozwoliłam koledze na więcej?
Tym razem się udało przypalić głupa. Ciekawe czy następnym razem metoda też zadziała?

A TU coś dla wytrwałych czytelników...
czwartek, 30 czerwca 2011
Stan pernamentnego wkurwienia.
Wszystko mnie wkurwia. I wszyscy. Chodzę poddenerwowany, nieustannie. Żre tony magnezu, śpię po 8 godzin, nawet udało mi się popieścić z żoną kilka razy. I nic. To uczucie mnie nie opuszcza. A jeszcze bardziej wkurwia mnie świadomość, że w końcu wybuchnę. Skupi się to na kimś zupełnie przypadkowym. Oj narobię sobie problemów.
A będzie zupełnie źle, jeśli skupi się to na frajerze z fabryki, z którym pracuję. Tak, tak, w moim kołchozie, wkurwia mnie jeden koleś. Kierownik sąsiedniego wydziału. Ależ chętnie bym mu przypierdolił w zęby. Tak sam na sam, na korytarzu, kiedy nikt by tego nie widział. A jak by już upadł na podłogę, dołożył bym tej mendzie jeszcze parę kopniaków. Za całokształt. Jak ja nie cierpię tego gada!
Uhhhhh.....
To już chyba najwyższa pora iść na urlop. Srał pies jaki i gdzie, byle tylko uciec z tego kieratu!

czwartek, 09 czerwca 2011
To ci dopiero!
Foch w pracy.
Lub, jeśli ktoś woli, dąsy.
Oczywiście w wykonaniu kobiety.
Rozwala mnie takie zachowanie. Nie, nie chodzi mi o to, że to jest takie niepoważne, nieprofesjonalne, czy co tam jeszcze.
Chodzi o sam fakt. Jak można strzelać focha w pracy? W jakim celu? Przecież nie przychodzę do roboty w celach towarzyskich, najważniejsze to dogadać się. Nie musimy się nawet lubić.
Kobita jest mistrzynią dąsów w robocie. Potrafi strzelić focha z byle powodu i bez powodu. W tym konkretnym wypadku wysmarowała (razem ze swoim przełożonym) paszkwila do dyrekcji, opisując w nim moje rzekome potknięcia, nieprawidłowe decyzje i działania. Zwyczajem firmy, pismo trafiło do mnie. Zawsze tak się dzieje. Dzięki temu możesz odpowiedzieć oficjalnie na postawione zarzuty, co też zrobiłem. Po mojej odpowiedzi baba strzeliła focha.
Śmieszy mnie to przeogromnie, śmieszy to nawet mało powiedziane, rozwala mnie to. Tym bardziej że babsko jest uzależnione od mojej pracy. Ona po prostu musi do mnie przyjść. Czy chce, czy nie, musi w końcu trafić do mnie.
Tak się zastanawiam, może by tak po raz pierwszy odpłacić jej tym samym? Strzelić focha i zlać ją dokumentnie?
Nieee... bez sensu.
Nie będę schodził do jej poziomu.
:-P
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Witam po urlopie!
Już jestem. Dwa tygodnie zleciały nie wiadomo kiedy i gdzie. Dwa bardzo pracowite tygodnie. Udało mi się wystartować z budową, w budowlanym slangu: "wyszedłem z ziemi". Przede mną kolejny etap, czyli budowanie właściwe. Pod koniec tygodnia zaczną rosnąć ściany. Tak po prawdzie, to tych kilka najbliższych dni w pracy, będzie wypoczynkiem od ciężkiej fizycznej pracy, którą robiłem na urlopie. Oczywiście że się nie żalę. Robiłem to z... przyjemnością i rozmysłem. Mam świadomość, że taniej i prościej było by wynająć do niej budowlańca. Doszedłem jednak do wniosku, że po pierwsze, ruch dobrze mi zrobi, po drugie, będę miał zajęcie. Plany wyjazdowe nie wypaliły, a siedzenie na dupie w domu kompletne mi nie odpowiadało.
Za to w pracy... się dzieje. Dwa tygodnie wydaje się wiecznością, po tym co zastałem w biurze po powrocie z urlopu. Nie, nie chodzi o nawał pracy która na mnie czeka. Chodzi o to, co się w tym czasie wydarzyło. Z pracy odeszli kolejni ludzie. Nasze i tak nieźle okrojone stadko, jeszcze bardziej się skurczyło. A plotki z centrali nie brzmią zachęcająco. Jest wiece prawdopodobne, że do końca czerwca, w ramach "restrukturyzacji" stracę stanowisko, a do końca roku, nasza filia zostanie zlikwidowana. Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Dziś na spokojnie muszę się ogarnąć. A od jutra zaczynam poszukiwania nowej roboty. Na razie na spokojnie i bez ciśnienia. Nie mam zamiaru czekać, aż szefostwo podziękuje mi za uwagę. Zawsze lepiej mieć jakiś plan awaryjny pod ręką...

czwartek, 03 marca 2011
Kilka słów o strojeniu gitary.
Gitara, instrument charakteryzujący się posiadaniem strun. Struny owe, stroimy. Strojenie odbywa się przez ich odpowiednie naciągnięcie. Wiadomo, struna za mocno naciągnięta pęknie. Za słabo naciągnięta dźwięku nie wyda. Wszystko sprowadza się do odpowiedniego wyczucia. Prawda prosta, oczywista, nikogo nie dziwi.
Podobnie w firmie. Pracownik bez nadzoru, motywacji, nie będzie pracował. Z drugiej strony, jeśli ciśnie się pracowników, zarzuca dodatkowymi obowiązkami, obcinając jednocześnie finanse, ktoś w końcu pęknie.
Tak się dzieje w mojej firmie. Ludzie "pękają". W ciągu dwóch miesięcy odeszło ...... ludzi. Sekcje zdekompletowane, pracy jeszcze więcej, (ktoś musi zrobić robotę, również za tych którzy odeszli) o wynagrodzeniach za nadprogramowe obowiązki nikt nie chce mówić. Więc odchodzą, lub złożyli już wypowiedzenia następni. Jaki jest cel takiego działania? Co szefostwo w ten sposób chce uzyskać? Na dzień dzisiejszy na zwolnione stanowiska, na których są bardzo konkretne wymagania co do kandydatów, nie ma chętnych. Owszem, ludzie spełniający te wymagania przychodzą na rozmowy, wszystko jest fajnie do momentu gdy dowiadują się jakie proponuje im się wynagrodzenie. Ci spokojniejsi, dziękują za spotkanie i wychodzą, ci bardziej nerwowi, głośno wyrażają swoją dezaprobatę dla marnowania ich czasu.
Rynek pracy jest bogaty? Można dać grosze a zawsze znajdzie się ktoś chętny, żeby za te grosz pracować? Nie ma ludzi niezastąpionych? Na jedno miejsce jest kilku chętnych? Taaa....
Przyjdzie taki moment że dyrekcja się ocknie, czy będzie promować swoją linię kadrową, do dnia, aż nie zostanie sama?

poniedziałek, 28 lutego 2011
Kusicielka
Co bardziej mobilizuje faceta do działania niż bezradność? Bezradność pięknej kobiety! Przychodzi do Ciebie, patrzy w oczka i mówi: "Pomóż mi proszę!" Serce rośnie (i nie tylko serce), mięśnie się spinają, pełna gotowość do działania. Inna sprawa, że rozum podpowiada: "ona nie potrzebuje tak naprawdę twojej pomocy, ściemnia żebyś zrobił coś za nią, jak zrobisz to cię zleje."
Wiem mój rozumie, wiem. Mam świadomość, że właśnie o to chodzi.
No i co z tego. I tak jej pomogę... Ona jest taka piękna... bezradna... i poprosiła MNIE o pomoc!

środa, 02 lutego 2011
Młoda w pracy.
Narozrabiała. Ma jakiś tam zakres obowiązków, kilka tematów które ma obowiązek dopilnować. I co? I okazało się, po kontroli którą przeprowadziłem (obowiązkowej...), że w papierach jest bałagan. Aż tak wiele tego bałaganu nie ma, jednak to co jest, mocno zaskakuje. Wszystko wynika z... lenistwa. Są rzeczy które należy zrobić od razu, nie zostawiając ich sobie na później. A jak się nie che zrobić od razu i się zostawia, to robią się luki, również w pamięci, jeden nie przygotowany dokument ciągnie drugi i tak rodzi się bałagan.
Co na to młoda? Zakłada coraz krótsze spódniczki i coraz bardziej wydekoltowane bluzeczki. I patrząc mi w oczy trzepoce rzęsami mówiąc: "Ja to wszystko zaraz poprawię"
Taaa... Ukarać to dziewczę, czy nie ukarać?

|
|