- Jedziemy w góry? Z tym pytaniem powitał mnie kolega Adam.
- W góry? Powtórzyłem zdziwiony.
- No, w góry! Wiesz, szczyty, doliny, hale i górale...
- Wiem co to są góry, zaskoczyłeś mnie tym pytaniem, przecież ty nie lubisz gór! Coś ci się odmieniło?
- Nie... nic mi się nie odmieniło! Nie mam zamiaru po nich łazić albo jeździć!
- To co chcesz tam robić?
- Wyskoczymy na dziewczynki!
- Co?
- Pojedziemy na podryw, nie masz ochoty pobzykać gdzieś na boku?
- Może i mam...
- No widzisz, ja też mam ochotę na skok w bok. To jak, pojedziesz ze mną?
- W sumie, czemu nie...
- Super, pozostaje kwestia do rozstrzygnięcia!
- Jaka?
- Jedziemy sami z nastawieniem, że poderwiemy jakieś dziewczyny na miejscu, czy weźmiemy jakieś sympatyczne koleżanki ze sobą?
- Ze sobą? Po co? Mało tam będzie kobiet, żeby jeszcze wozić ze sobą?
- Widzisz, już ci tłumaczę. Pojedziemy na weekend, będzie jeden może dwa wieczory żeby jakieś sensowne laski poderwać, a jak nic się nie trafi? Dopadnie nas pech i nie będzie żadnych towarów? Co wtedy? Klapa, inwestycja się nie zwróci...
- OK, zaczynam kapować. A nie taniej będzie wyskoczyć gdzieś do dziewczyn z ogłoszenia? Wyjdzie taniej i na miejscu!
- Kurwa to ostateczność. Po co iść do kurwy kiedy tyle wolnych kobiet, chętnych na przygodę?
- Powoli kolega, z tymi wolnymi i chętnymi to się zagalopowałeś. Znasz takie? Bo ja nie...
- Weź, żadnych dziewczyn nie znasz?
- Takich chętnych i gotowych to nie... wypadłem z obiegu.
- Widzisz, mówiłem ci kiedyś, pamiętasz? Żona, żoną, a koleżanki na boku trzeba mieć!
- Mówiłeś, mówiłeś... Co z tego.
- Jak to co? Trzeba było się słuchać! Za bardzo wpatrzony w tą ślubną byłeś, i co? Sam widzisz, nic z tego dobrego nie wyszło!
- E, przesadzasz!
- A jak tam sprawy łóżkowe?
- Jak zwykle...
- No właśnie, nie musiało tak być, ile razy już proponowałem ci skok w bok?
- Parę?
- Paręnaście! Ale spokojnie, to się da nadrobić.
- Co?
- Twoje zaległości! Zaufaj doświadczonemu koledze!

W góry, w góry, na łąki i na hale...