Wpisy z tagiem: rodzina

czwartek, 16 września 2010
Jak się czuł ruski czołg po zdobyciu Berlina?

Czuł się kompletnie wypalony... (wyjechany?)

Zapewne...

I tak właśnie czuję się dziś ja.
Jak to mówią, jak ma się miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę... a że serce u mnie mięciutkie jak masełko...

Jak zwykle z pomysłem na zorganizowanie mi wolnego czasu, wyszedł do mnie mój własny, rodzony ojciec.

Wynika to z faktu że rodzicom, dziadkom, czy teściom, nie odmawiam.
Nie odmawiam pomocy. Bez względu na formę, jaka jest w danej chwili potrzebna. Nie żebym chodził i się dopytywał: "Kochani, nie trzeba wam czego?" Jednak gdy zostanę poproszony o pomoc, nigdy nie odmawiam.
A potrzeby są różne.
Można pożyczyć pieniążki, samochód, pomóc skopać ogródek.
Załatwić coś na mieście, tudzież wszystkie inne pomoce, z którymi moi bliscy nie są w stanie sobie poradzić.

Tak więc rodzony ojciec poprosił mnie o pomoc.
Raz na dwa, trzy lata, wraca akcja "drewno na opał".
Polega to na tym, że jedzie się do lasu na zrąb, gdzie leśnicy pozyskali drewno do celów przemysłowych a pozostawili nieinteresującą przemysł drobnicę, w postaci gałęzi, drewna niewymiarowego itp. Taki zrąb oczyszcza się z owych "odpadów". Dzięki temu pozostałe listowe lub igliwie, zostaje pocięte specjalnymi maszynami, użyźniając glebę i dając możliwość posadzenia w tym miejscu nowego lasu.

Praca ciężka, żmudna, jeden wielki wysiłek. Kto był, ten wie. Dzięki temu, że oczyszcza się zrąb z większych kawałków, które maszyna do cięcia nie była by w stanie strawić, leśnicy dają na przygotowane w ten sposób drewno lepszą, niższą cenę.

Dziś  mija trzeci dzień moich zmagań z lasem. Nie żebym się żalił, jednak powiem wam że czuję się wykończony. A nie jestem ułomkiem. Dwa razy w tygodniu ćwiczę intensywnie moją ukochaną kravmagę. W sumie to dzięki tym treningom, jeszcze funkcjonuję. Gdyby nie ta zaprawa, padł bym po pierwszym dniu pracy.
Przede mną jeszcze dwa dni. Zmęczenie narasta stopniowo, ciekawe jak będę się czuł w sobotę.

Wolał bym być "na chodzie", bo na sobotę zaplanowałem sobie kolejne wyjście do miasta. 
Jak plany wypalą, to będę się bawił z nowo poznaną dziewczyną z sympatii. Zaczepiła mnie jakiś czas temu, gadka-szmatka i jesteśmy wstępnie umówieni na balety.

Tak, tylko czy abym bym w stanie wydolić...

A tak wygląda miejsce w którym pracuję:

 

A tu inne ujęcie:

 

 

A tu jeden z efektów mojej pracy:

 

 

Przypomniałem sobie, jak to jakiś czas temu (kilka lat wstecz), pracowałem na polu u zamożnego obcokrajowca. To też była ciężka, fizyczna mordęga, robota, której nie chciał zrobić żaden, nawet najbiedniejszy autochton. Późna pora roku, deszcz i przejmujące zimno. I grupa polaków, takich jak ja, zapierdzielających ochoczo, z nadzieją na zarobek. I kłócących się ze sobą i podpierniczających siebie na wzajem u pracodawcy, i podkładających sobie różna świństwa, jak to my, Polacy, mamy w zwyczaju, gdy jedziemy sobie dorobić gdzieś tam, za naszą granicą.

Ostatecznie wróciłem z wojaży, budżet rodzinny podratowałem. Doświadczenia nabrałem i przyrzekłem sobie solennie, że więcej w takie miejsca i do takiej roboty nie wrócę...

To były czasy.

Chyba każdy ma jakieś wspomnienia "z landu" lub choć by ze zmywaka.

Tagi: praca rodzina
21:10, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (5) »