Wpisy z tagiem: żona

czwartek, 14 lipca 2011
16.

Czytam sobie ten śmieszny poradnik o uwodzeniu kobiet. Traktuję go jak zbiór dowcipów. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby coś takiego napisać. Ba! Jak bardzo trzeba być zdesperowanym, żeby uwierzyć w jego skuteczność. Czytałem wczoraj fragmenty żonie. Uśmialiśmy się serdecznie.
Za to dalsza część wieczoru...
Najpierw wspólna kolacja, później, wraz z nadejściem burzy, naszła nas ochota na seks. Było leniwie, delikatnie i bardzo zmysłowo. Nigdzie się nie spiesząc, smakując siebie, pieszcząc, sycąc intymnością i bliskością, spędziliśmy cały wieczór.

A od jutra powrót do kieratu. W piątek przyjedzie drewno na budowę konstrukcji dachowej. To jedna z ostatnich tak ciężkich, w sensie wysiłku fizycznego - praca, którą muszę zrobić sam.
Tak to sobie tłumaczę...

 

Tagi: dom ja żona
13:34, krzysiekzsympatii
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011
W jaki sposób

sypiacie?
Sypiacie, oddajecie się w objęcia morfeusza, śnicie, śpicie i co tam jeszcze? Nie mylić z uprawianiem czynności lubieżnych!
Bo ja, z nadejściem ciepłych nocy, przenoszę się na... podłogę! Rozkładam sobie śpiwór, pod głowę jasiek i jest booosko. W zależności od potrzeb śpię pod prześcieradłem lub cieniutkim kocykiem. Mój kręgosłup uwielbia takie spanie. Szczególnie po kilku godzinach dziennie spędzonych na budowie.
Dodatkową zaletą takiego spania jest wiele miejsca wokół (żona zdecydowanie pozostaje w łóżku). Ogranicza to wszelkiego rodzaju rozpychania się, czy ściągania kołdry.

A wracając do czynności lubieżnych, takie spanie też ma swoje zalety! Jeśli mam "potrzebę" idę do żony i odwrotnie. Zero niedomówień.
Niestety, na podłodze niektóre pozycje są zdecydowanie niepraktyczne, ot choćby ze względu na możliwe siniaki. Jednak nic nie szkodzi "w trakcie" wrócić do łóżeczka. Tak wiem, starzejemy się, kiedyś nie mieliśmy takich dylematów. Jak widać z wiekiem kwestie wygody "w trakcie" dla obojga partnerów stają się coraz ważniejsze...

Ale, ale! Są też dobre strony seksu na podłodze. Jakie?

No jak to jakie, łóżko nie skrzypi....



08:43, krzysiekzsympatii
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2011
Teściuniu - zięciuniu.

Siedzimy wieczorem z teściem przy stole.

Pijemy wódeczkę, raz na jakiś czas tak nas nachodzi, żeby sobie wypić. Dyskusja zeszła na tematy męsko damskie. W obecności teścia muszę myśleć o tym co mówię, wszak moja żona, to jego ukochana córuchna. Nie jest to łatwe po kilku kieliszkach, ale daje radę.
- A szwagierka syna, ze strony żony zrobiła sobie operację! Zaczyna Teść.
- Jaką? 
- Plastyczną!
- Wow... ma teraz większe cycki?
- Tam cycki, nogi sobie operowała.
- Nogi? Operacja plastyczna na nogi? Coś ci się teściu popierdzieliło.
- Nic mi się nie popierdzieliło. Jest jak mówię. Zrobiła sobie operację plastyczną na nogi!
- No ale jak? Przecież proste te nogi miała. 
Staram się przypomnieć jak to dziewczę wygląda, cóż, nogi, ręce, cycek, gładka buzia... co to za operacja na nogi?
- A widzisz, kontynuuje teść, na stopie miała jakąś wystającą kostkę, i tak kostka przeszkadzała jej zakładać wąskie buciki.
- No i?
- No i poszła do lekarza żeby jej tą kostkę zoperował.
- Ja pierdziu, czegoż to baby nie wymyślą, żeby nogi operować?
- Taaa, ale to nie wszystko.
- Wiedziałem, cycki też sobie powiększyła!
- Oj zięciuniu, co tymi tu z tymi cyckami.
- Bo ja lubię cycuszki.
- Kto nie lubi, więc, wracając, zrobiła sobie tą kosteczkę.
- To już wiem, ale było coś jeszcze?
- A, tak, teraz jej się ta rana po operacji nie chce zagoić. Już będzie miesiąc jak jej się ta noga babrze. Co ją pozszywają, to się jej ropa zbierze i pękają szwy.
- Matko i ojcze! Przesrane, a ja myślałem że dziewczę jakieś takie poukładane jest. Po co jej to było?
- Tak, buciki chciała nosić wąziutkie.
- Teraz będzie nosić tylko kalosze...
- Oj będzie, będzie, a co się nacierpi.
- A widzisz, ja to bym moją żonkę też na operację wysłał.
- Na co? 
- Na operację plastyczną, zrobił bym jej większe cycuszki!
- Jedna taka już była, ta szwedka, co to jej teraz obudzić nie potrafią.
- Ja wiem, wiem, twoja ukochana córeczka, tobie szkoda, ale popatrz na ten problem z mojego punktu widzenia.
- Co wymyśliłeś?
- Nic, tak tylko, prosta kalkulacja. Jak się operacja uda, to będę miał żonkę z większym cycem. tak?
- Tak.
- A jak się nie uda, to będę miał nową żonę! Jak by się nie skończyła ta historia, zawsze jestem na plusie.
- Oj, zięciuniu...
- Co?
- W sumie to nawet dobrze kombinujesz!
- To jak? Po maluchu? Polewać?
- Chorego pytasz?
21:54, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (1) »
środa, 16 marca 2011
Groźba

- "Kup sobie jakieś nowe koronki", poprosiłem ślubną.
- "Nie podobam ci się w tych?"
- "Kobieca logiko. Nie o urodę chodzi a o zmianę garderoby!"
- "Ale po co mi nowe koronki?" Zapytało ponownie moje dziewczę. "I tak wszystko ze mnie zdejmujesz", nie dawała za wygraną.
- "Nie wszystko, tylko to co mi przeszkadza... w pieszczotach. Z tym wszystko to lekko przesadzasz!"
- "Nie! Szkoda mi pieniążków!"
- "Masz tutaj pieniążki ode mnie! Idź, zaszalej, nie żałuj sobie."
- "To kupię sobie jakiś nowy komplecik!"
- "Żaden komplecik! Za te pieniążki mają być kupione koronki!"
- "Nie!"
- "Idź, bo jak nie, to ja pójdę!"
- "Jak mi kupisz jakieś koronki, to będzie jak z tą koszulką co ją kupiłeś ostatnim razem! Będzie za duża!"
- "Idź, bo jak nie, to ja pójdę!"
- " I co?"
- " I kupię koronki... SOBIE!"
- "Sobie?"
- "Tak, kupię sobie! Na siebie! Sam je założę!"
...
...
...
Lekka konsternacja mojej kobiety. A co, tak jej powiedziałem!

Wiecie co ona na to?
...
...
...
- "DOBRA!"

Tagi: ja żona
08:16, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (6) »
środa, 09 marca 2011
Jak świętować, to na maxa!

Najpierw był obiad w restauracji.
(bez świeczek)
Całkiem smaczny.

Później kawa i lody w polewie czekoladowej w McD's.
(bo tam lubi pić kawę i jeść lody)

Później był film w kinie.
"Piekielna zemsta" z Nicolasem Cagem.
Jak ktoś lubi dość dziwny i pokręcony humor tego pana, fruwające po ekranie flaki i parę innych bzdetów to polecam, ot taka sobie niezobowiązująca "komedyjka".
No i momenty są.

A na koniec były zakupy w supermarkecie.
(przy okazji)

I tak się zakończył Ten dzień.
Do wiadomości zainteresowanych. W łóżku powiedzieliśmy sobie "dobranoc" i poszliśmy spać.
Bez kisów, bez...

 

Tagi: ja żona
08:23, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 07 marca 2011
Czwartek, piątek, sobota i niedziela, czyli historia jednego focha.

Czwartek - wieczór.
Przekomarzamy się na kanapie. Synu grandzi jak opętany. Sam już nie wie na kogo wejść i co wymodzić.
Sielanka.
Oczywiście, taka sielanka nie mogła trwać wiecznie.
A wszystko z powodu malinki. Malusia malinka, przysięgam, tycia!
Jeden kiss tylko troszkę za mocno pociągnięty.
Skończyła się sielanka.

Zaczął się foch.


Piątek.
Foch robił się coraz większy. Wznosił się coraz wyżej, wraz z coraz mocniej świecącym słoneczkiem.
Piątek miałem wolny (urlop). Szykowaliśmy "małe co nieco" na sobotnią imprezę syna (urodziny).

W sumie szykowaliśmy, to za mocno powiedziane. Każde z nas robiło swoje. Mijaliśmy się bez słowa.  Mój wkurw był przeogromny. Oczywiście z powodu focha żony. Bardzo żałowałem tego urlopu. Mogłem go spędzić o wiele przyjemniej w pracy...

Sobota.
Przygotowania do imprezy w pełni. Po południu przyjechali goście. Zrobiło się sympatycznie. Posiedzieliśmy, wypiliśmy to i owo. Po kilku kolejkach, foch żony miałem głęboko w dupie.
Było dobrze.
Popołudnie i wieczór zleciały nie wiadomo kiedy. Być może foch trwał nadal, jednak jakoś nie bardzo mnie to interesowało. Totalny luz...

Niedziela
Bladym świtem przetarłem oczy, wyłączyłem budzik. Godzina 8ma rano, czas dla maniaków ASG. Normalni ludzie w niedzielę o tej porze smacznie śpią. Powlokłem się do łazienki. Zimna woda przywróciła mnie do życia. Żona jeszcze spała (z synem oczywiście, bo jak foch, to foch, nie?)
Miałem czas żeby się pozbierać, spakować i uszykować na wojnę.
Rześki poranny chłód. Zbiórka w lesie. Cały dzień biegania z takimi samymi dziwakami jak ja, dobrze mi zrobił.
Do domu wróciłem późnym popołudniem, kompletnie wymęczony i szczęśliwy.
Foch razem z żoną i synem, bawili w tym czasie na spacerze.
Po powrocie ze spaceru szybka decyzja, mały ciągle kaszle, nie nadaje się do przedszkola. Wieziemy go do ukochanego dziadziusia (teścia).
Wieczór u teściów spokojny. Leżymy z żoną w łóżku, po raz pierwszy w ten weekend. Być może foch wolał by położyć się z żoną gdzieś indziej, jednak nie bardzo jest gdzie, tym bardziej że synu śpi z dziadkiem ("Mama, dziś chcę z dziadziusiem się położyć, ty idź do taty...")
Foch leży zapewne pomiędzy mną a żoną, bo żona odsunęła się ode mnie daleko. Całkiem to zrozumiałe, taki wielki foch, sporo miejsca w łóżku zajmuje.
Obróciłem się dupą do focha (i żony). Zaraz zasnę. Tylko ten dziad mojej kobiecie spać nie daje. Wierci się ta moja ślubna na łóżku. Coś ją dręczy. Co mnie to. Ostatecznie to nie mój problem i nie mój foch, sama gada wychodowała, niech sama się z nim męczy.
Najwyraźniej foch wygrał walkę z żoną, zmuszając ją do rozmowy, usłyszałem:
- Może byś w końcu mnie PRZEPROSIŁ?
- CO?
- Kiedy zamierzasz mnie przeprosić?
- Za co?
- Za tego okropnego siniaka na szyi.
- Którego? Mówisz o tej małej malince, która całkiem już prawie zniknęła? Z jej powodu popsułaś mi cały weekend?
- Wiesz dobrze, że ja nie cierpię chodzić posiniaczona.
- Moment, kiedy ostatnio chodziłaś posiniaczona? Co? Może ukrywasz przede mną siniaki o których nic nie wiem? Co to do jasnej cholery ma znaczyć? Nie mogę żony w szyję pocałować?
- Możesz, ale bez malinek!
- A czemuż to bez malinek? Po figlach musisz do domu do męża wracać? Jeszce się koleś zorientuje, że coś nie teges? Raz na ruski rok malinkę zrobiłem, z tego powodu takiego focha robić?
- Bo ja nie lubię malinek!
- Ja też wielu rzeczy nie lubię, nie robię ci jednak z tego powodu fochów. Może powinienem zacząć?
- O czym ty wygadujesz?
- Jak tam twoja dolegliwość? Możemy się kochać?
- Nie, znowu coś mi się porobiło.
- Porobiło? No cóż, siła wyższa, ja to rozumiem, ale powiedz proszę, masz zamiar coś z tym zrobić, czy przez następne pół roku mam czekać aż się wyleczysz?
- A co, nie możesz poczekać?
- Szczerze? Mam dość czekania. Nie chce mi się po raz kolejny czekać.
- Tak? Poszukasz sobie zastępstwa?
- Nie. Nikogo nie będę sobie SZUKAĆ! Tylko może się zdarzyć, że zastępstwo samo się znajdzie, bez szukania. Żebyś nie była zdziwiona!

Dziwne. Foch zniknął, wyparował, przestał istnieć. Zona przysunęła się do mnie bliżej.

- Przecież mogę cię popieścić inaczej... chcesz?
- Inaczej?
- No wiesz...
- Nie chcę! Nie chcę inaczej. Mam dość inaczej!
- Nie chcesz pieszczot?
- Nie, nie chcę, przyjdź do mnie jak będziesz zdrowa, dobrze? A teraz DOBRANOC !
.
.
.
Poniedziałek
Dzisiaj ja mam focha. Wiecie, jest jeszcze taki malutki. No ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? Ostatecznie słońce co dopiero wstało...
.
Tagi: ja żona
10:41, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (11) »
piątek, 25 lutego 2011
Poczuć się wyjątkowo.

Poczytałem trochę blogów, w szczególności dziewczyn które piszą o swoich doświadczeniach z kochankami. Uderzyło mnie w nich jedno. Wszystkie piszą o tym, że kiedy są ze swoim kochankiem czują się wyjątkowe. Czują się najpiękniejsze, jedyne, kochane, czują ze są kimś najważniejszym dla tego faceta.

A gdyby tak się postarać w domku?
Nie, nie krytykuję nikogo. To jest mój pomysł na mały domowy eksperyment.

Wiecie sami jak jest ciężko w domku osiągnąć stan, który ludzie mają gdy są kochankami. Planowanie spotkania, wyczekiwanie, celebrowanie każdej chwili spędzonej razem. Tajemnica, niebezpieczeństwo wpadki, konspiracja. Tego w domu osiągnąć się nie uda. Raczej :-)
Jednak, gdyby przenieść tą wyjątkowość do łóżka? Seks, który nie jest tylko wieczornym "drapaniem po plecach". Jak ten stan osiągnąć? Sam nie wiem. Nie mam zamiaru żonie niczego mówić. Po prostu postaram się celebrować "TE" chwile tak bardzo mocno jak to tylko możliwe. Jak by to miał być nasz ostatni raz w życiu,  jak by to był nasz pierwszy raz, jak bym na nowo ją odkrywał.
Nie będzie łatwo. :-) Po tylu latach odnaleźć tą świeżość i dreszczyk. Mimo wszystko spróbuję. Taki mam plan na najbliższe parę tygodni.

Ciekawe co z tego wyniknie?

09:28, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 lutego 2011
Się skończyło

Jutro ślubna wraca do domku.
Tydzień zleciał nie wiedzieć kiedy.
Znowu wszystko wróci do ustalonych zwyczajów.

Lecę do domku, muszę go trochę "ogarnąć" żeby mi kobita nie marudziła, że całkiem go zapuściłem :-)

Tagi: dom ja żona
15:39, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 lutego 2011
Jaki poniedziałek...

... taki cały tydzień?

To ja poproszę. Co tam tydzień, nawet dwa!
Życie nieustannie mnie zaskakuje. Z różnych stron. Ja wiem, trzeba mieć wyjątkowy talent, lub być ciągle naiwnym jak małe dziecko, by ono mogło zaskakiwać.
A jednak!
Pamiętacie piękną koleżankę, tą której nie potrafię zrozumieć? No więc koleżankę odhibernowało! Zupełnie znienacka, dzwoni to dziewczę do mnie dziś przed fajrantem i pyta się, czy zaproszenie na obiad jest nadal aktualne.
Noż....
Tak więc, po robocie, zamiast w domowe pielesze, poleciałem w podskokach do knajpki, w której się umówiliśmy.
A teraz będzie najtrudniejsza część relacji, postaram się w niej opowiedzieć, o czym w tej knajpce ze sobą rozmawialiśmy.
Po dogłębnej analizie powiedzieć mogę, że poruszyliśmy tematy rodzinne, lub ściślej rodzicielskie, pogadaliśmy o pracy, i ... hmmm... powspominaliśmy? Jakoś tak.
W sumie, bardzo miłe spotkanie. Czas zleciał nie wiedzieć kiedy i gdzie. No a teraz wiadomość dnia! Po niedzieli idziemy na piwko. Jeszcze tylko ustalimy w jaki dzień tygodnia.
Co na to żona?
Nic.
Nie zainteresowała się zupełnie. Na pytanie w stylu "gdzie byłeś", odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że "byłem z nią", co mojej ślubnej zupełnie wystarczyło.
Z piwkiem będzie łatwiej, bo żona w niedzielę wybywa z domu na dwutygodniowe szkolenie z pracy...

Hulaj dusza!


22:32, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (8) »
Gawędziarz erotoman

Kiedyś usłyszałem taki określenie. To było o mnie.
Że niby za dużo gadam, a za mało robię.
To się zdarzyło jakiś tam czas temu. Wtedy gadałem jak opętany, ale byłem grzeczniutki jak baranek. Śmieszyło mnie to ogromnie i ciągle pozostawałem wierny żonie.

A teraz?
Teraz chętnie bym zadziałał. Tyle że sypią mi się moje plany. Koleżanka, ta piękna której nie rozumiem - wyjechała, nie wiem kiedy wróci, dziewczyna z gg czasem zagaduje, jednak mało co z tego wynika, nowo poznana z sympatii jest spoko, tyle że zbyt daleko...
Pozostaje koleżanka z pracy (ta z najważniejszego wydziału), i młoda. Koleżanka na urlopie, a młoda, cóż... Jakoś nie bardzo się widzę wdanego w romans właśnie z nią.
Może za bardzo staram się szukać? Może lepiej odpuścić?
Z jednej strony, jeśli poszukasz, to znajdziesz. Z drugiej strony - nic na siłę. Sam nie wiem.

Za to w domku przyjemna odmiana.
Piątek był męczący, więc poszliśmy spać, w sobotę żonkę bolała głowa, więc wiadomo, jednak wieczorem w niedzielę bóle ustąpiły.
Było sympatycznie, koronkowo, pachnąco. Mało tego, pamiętała o mojej ostatniej prośbie i umalowała usta krwisto czerwoną pomadką.
Po prostu sielanka.
Nie mogłem się tym wszystkim nacieszyć. Syciłem zmysły, wysysałem soki, czerpałem ile się dało. Ostatecznie nie wiadomo, kiedy przytrafi mi się takie coś ponownie...

 

12:58, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2