Było ciężko ale dałem radę.Też tak macie? Czasem chciało by się czmychnąć spod kasy bez czekania i kolejki, nieee... nie dlatego że coś się kradnie! Wszyscy się na ciebie patrzą, widzisz jak pokazują sobie ciebie palcami, co chwila słychać przytłumiony śmiech.
Bo to było tak.
Poszedłem na stoisko mięsne. Stanąłem przed ladą. Pani ekspedientka obsługiwała poprzedzającą mnie klientkę. Czekałem cierpliwie przysłuchując się kapryszącej matronie; "A ta szyneczka to jakaś nieświeża, a te plasterki to niżej, nie z samej góry, a to mięsko to na pół, bo ta połowa ładniejsza... " Czas płyną leniwie. Obok mnie stanęła następna klientka. Jeszcze inna przyglądając się zawartości lady stanęła przed mną. Z namysłem studiowaliśmy zawartość menu. Ostatecznie pani wybrzydzająca zrobiła zakupy, ekspedientka stanęła przed zebranym tłumkiem, spojrzała, w prawo, w lewo po czym zwróciła się do pani stojącej za mną: "Co dla pani?" "Jeszcze się zastanawiam", odrzekła zaczepiona. "A pani coś podać?" Zapytała ekspedientka kobiecinę stojącą przede mną.
Ekspedientka zwracała się do kolejnych kobiet w kolejce, zupełnie mnie ignorując. Cóż było robić...
Odstawiłem koszyk, włożyłem sobie kciuki w uszy, po czym wachlując rękami jak słoń uszami, zacząłem pobekiwać wysuwając w takt wachlowania język. ble, ble, ble, ble, ble....
Ekspedientka zastygła w niemym przerażeniu. Widziałem jak oczy wychodzą jej z orbit . Pani po prawej stronie dziwnie się uśmiechała, przełykając ślinę. Pani po lewej zaczęła energicznie poprawiać fryzurę, rozglądając się dookoła. Wszyscy zamilkli.
Przestałem wachlować rękami, stałem wpatrując się w wielkie oczy ekspedientki. Ta w końcu z siebie wydusiła: "Coś dla pana?"
Odpowiedziałem udając bezgraniczne zdumienie: "To mnie widać? Ojejej.... No jak tak, to korzystając z okazji, poproszę tej szyneczki babuni dwadzieścia deko..."
Kiedy skończyłem mówić rozległa się tak wielka salwa śmiechu, że zagłuszyła reklamy z głośników. Jeden wielki i nie kończący się rechot...
Wiecie, fajnie być takim kabareciarzem na scenie. Wygłupiacie się, opowiadacie dowcipy. Ale powiem Wam, jeszcze lepsze numery można odpierdzielać na stoisku mięsnym w supermarkecie!
Dzieje się strasznie dużo w ten właśnie rozpoczynający się weekend, jest o czym opowiadać, a po niedzieli pewnikiem będzie jeszcze więcej. Niestety, w chwili obecnej czasu brak na pisanie, tak więc, pozdrawiam Wasz wszystkich, życząc udanego weekendu! Paaaa......
A piana na dwa palce. Jak to osiągnąć? Najważniejsze, to właściwie je schłodzić. Do odpowiedniej temperatury. Schłodzone? Tak? To teraz małymi łyczkami... Słodycz prosto do gardła... A kiedy je skończę, pójdę spać... i pośpię tak do 8mej rano :) Bosssko.
Jednemu los da złota trzos, drugiemu gładkość lic lecz bywa też tak że czasem nie da nic.
Lecz nie martw się, choć dziś Ci źle w słoneczne jutro wierz... kiedy zjawi się ktoś , czule wyzna Ci coś i miłości da znak... nucąc tak:
Każdemu wolno kochać... to miłości słodkie prawo bo kocha się sercem a każdy je ma Każdemu wolno kochać... a więc za miłości sprawą, niech znikną troski a radość niech trwa
Byle serca się dobrały, sen miłości wtedy śnić może śmiały i nieśmiały, snując złotą szczęścia nić
Każdemu wolno kochać... to otuchą nas napawa, miłość jest łaskawa i warto dla niej żyć...
Pamiętacie tą piosenkę? Śpiewał ją Mieczysław Wojnicki.
Dobrze. A teraz wracamy na ziemię.
Awantura przed blokiem. Policja, spisywanie zeznań, przekleństwa i złorzeczenia. Byłem świadkiem tego zamieszania przy okazji wyprowadzania pieska. Awanturę urządzili sąsiedzi z 4go piętra. Ojciec i syn. Patologiczna rodzina. Pamiętacie? Opowiadałem Wam kiedyś, jak dostałem od ojca w zęby na klatce. A później mu się zrewanżowałem? Jemu i synkowi? No właśnie. Pobicia, kradzieże, włamania, wyroki, wódka i narkotyki. Jest tam wszystko. Kiedyś notoryczne awantury, teraz dzieciaki podrosły i się wyprowadziły, ojciec się postarzał, ci co zostali nie pozwalają mu szaleć, parę razy dostał już wpierdziel od własnych synów. Teraz mieszka z żoną i trzema chłopakami. Dwóch młodszych wyjechało na ferie do siostry, zabierając ze sobą matkę. W domu został ojciec ze starszym synem. Ten synu to kawał chłopiska. Koło trzydziestki. Wielokrotnie karany. Jakiś czas temu miał wypadek, do końca nie wiem co się mu stało. Czy uległ wypadkowi w pracy, czy był to wypadek samochodowy, czy też zwyczajnie, zderzył się z nisko przelatującym kijem bejsbolowym. Od tego czasu ma żółte papiery. Niestety, papiery są prawdziwe a człowiek ten jest ewidentnie stuknięty. Cóż, tak bywa z rozległymi uszkodzeniami mózgu. Tak po prawdzie i bez tych papierów zawsze był ociężały umysłowo. Gdyby zabrać mu przecinki, to mogło by się okazać, że tak naprawdę, nie ma nic do powiedzenia. Wracając do tematu. Ów syn wezwał policję. Chyba była popijawa, ojciec jak już sobie popił, to wywalił go z domu. W sumie to śmieszne i bez sensu, bo synu mógł to zrobić sam z ojcem. Jednak tego nie zrobił. Czemu? No właśnie, z powodu kobiety! W imprezie brała udział dziewczyna! Tak by to wyglądało, jego dziewczyna!
Idąc z psem przyglądałem się temu dziewczęciu. Ładne, zgrabne, ręce i nogi na miejscu, gładka buzia. Nadziwić się nie mogłem. Zadawałem sobie pytanie. Co ty robisz dziewczyno? Ciągasz się z takim facetem? Nie przeszkadza ci jego przeszłość, nie przeszkadza ci kim on jest, co sobą reprezentuje? Nie robią na tobie wrażenia jego żółte papiery? Czego oczekujesz od życia z tym człowiekiem? Sądzisz że będzie ono inne, niż to, którego świadkiem sama byłaś? Sam nie wiem.
Miłość jest ślepa? A może to dziewczę ma podobne doświadczenia i ten facet to szczyt jej marzeń? Być może tak właśnie jest. A najważniejsze dla niej jest to, że on ją kocha, czyż nie?
Zastanawiam się, czy moja ślubna zagląda na mojego bloga. Czemu? Siedząc wczoraj wieczorem przed komputerem usłyszałem: "Nie siedź przed komputerem, śmigaj do łazienki!" Po naszemu oznacza to mniej więcej tyle: "Coś dzisiaj będzie". Przeczytała o moich niecnych zamiarach, pomyślałem, czy też tak sama z siebie wyszła z inicjatywą? Ciężko zdziwiony, podreptałem posłusznie wykonać wieczorne ablucje. Jeszcze bardziej zdziwiłem się wchodząc do sypialni. Żonka czekała na mnie w łóżeczku, wystrojona w koronki. Musiałem mieć nietęgą minę, bo mój widok nieźle ją rozbawił. Mniejsza o to. Położyłem się obok, przystępując niezwłocznie do pieszczot. Na moje starania żona zareagowała pierwszym głębokim, choć maskowanym ziewnięciem. Po kolejnych kilku minutach pieszczot, ziewnięcie się powtórzyło.
- Jak jesteś śpiąca, lub zmęczona, to dajmy sobie spokój! - Ale ja mam ochotę na pieszczoty, nie przeszkadzaj sobie. - Jak mam uskuteczniać moje pieszczoty, kiedy ziewasz mi nad uchem? - Już nie będę. - Na pewno? Może jednak to przełożymy? - Nie gadaj tyle, lepiej bierz się do roboty!
No to biorę się do roboty, całuję, głaskam, pieszczę, zacząłem się już nieźle nakręcać, gdy usłyszałem takie oto słowa: "Przypomnij mi proszę, żebym pamiętała, że muszę zupę wstawić do lodówki, bo się zepsuje!"
Opadłem na łóżko, obok zdziwionej moją reakcją żony i zamknąłem oczy.