Wpisy z tagiem: koleżanka

niedziela, 17 lipca 2011
13. Bleeeee....

Byłem dzisiaj z synem na basenie.
Spotkałem tam moją niezwykle sympatyczną koleżankę, tą z najważniejszego wydziału, z pracy. Ta sama, co to ją ostatnio posmyrałem po tyłeczku.
Więc oblukałem sobie to dziewczę w stroju kąpielowym.
I wiecie co?
Wolę jak przychodzi do pracy kompletnie ubrana.
Cycki tak wtedy jej nie wiszą. I cellulitu też nie widać.
No Ok, jeszcze jest całkiem tego.
Ale jakoś tak się zniesmaczyłem...

No i cały czas spokoju mi nie daje wczorajsze zajście u brata.
Sam nie wiem, może jednak należało przytulić to dziewczę? Takie niczego sobie, z wyglądu. Tylko nie wiem co ma pod "kopułą".
Jak jest dobrze, to dałem dupy na całej linii.
A jak jest źle, to szczęście że się opamiętałem.

 

23:34, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (3) »
wtorek, 31 maja 2011
Ała, ał, no jak można...

Zostałem dziś ciężko zgaszony przez dziewczynę, o której pisałem wcześniej. Tak, tak, przez tą do której czułem miętę. Normalnie się wkurzyłem, ja tu maślane oczy, westchnienia, itp, itd a tu taki tekst...

Jak kubeł zimnej wody. 
Źle trafiłem? Głowa bolała? Coś nie tak w domu? Zła, że jestem zbyt nachalny? Czy odwrotnie, zła że za mało?
Sam nie wiem. 
No i weź tu spróbuj sobie poromansować w robocie...
.
.
.
Tagi: ja koleżanka
15:31, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (6) »
środa, 25 maja 2011
Listo do M

Wracam do domku z budowy. Późny wieczór. Szybki prysznic. Siadam przed kompem, sprawdzam wieści. 

O proszę! 
Napisała do mnie M! 
Długo będziesz siedział przy komputerze? Pyta żona. 
Sprawdzę tylko wiadomości, co powiesz na wieczorne pieszczoty? Zapytuję. 
Nie mam natchnienia, stwierdza ślubna, jak chcesz to mogę się tobą "zająć", tylko nie siedź długo!
Ok, chwilka i już do Ciebie lecę!
Czytam list, hmmm... z małym szantażem :-) Wzięło mnie, pełna mobilizacja, postanowiłem że odpisze od razu, wiem że jak tego dziś nie zrobię, to nie robię tego wcale. Piszę, piszę, poprawiam, znowu coś piszę. 
OK. Wersja ostateczna , jeszcze tylko kilk i... poszło w świat.
Spoglądam na zegarek. Co? Niemożliwe, cała godzina? Tyle czasu zajęło mi naskrobanie tych kilku linijek? Gaszę kompa i lecę do żonki... która smacznie sobie śpi...
To się nazywa poświęcenie! Lista napisany kosztem wieczornych pieszczot. 
Ciekawe co na to M. 
Wynagrodzi mi jakoś to moje "poświęcenie"?
:-D
.
.
Tagi: ja koleżanka
08:15, krzysiekzsympatii
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2011
Zasady? Jakie?

Zaraz zwariuję.

Jak mnie kręci dziewczyna z sąsiedniego wydziału. Nie wiem czy inni faceci tak mają na wiosnę. Mnie po prostu rozsadza pożądanie.
Najfajniejsze jest to, że nie jestem jej obojętny. Czuję jak odpływają w siną dal zasady, którym tak uczciwie do tej pory hołdowałem. Im częściej ją widzę, tym mniej mam skrupułów. 
Śmieszne. 
Teraz, gdy poukładało mi się z żoną. Nie narzekam na brak i jakość seksu w domu, ciągnie mnie do obcej baby. Jak magnes. Ostatnio byłem tak nakręcony, że prawie się zacząłem do niej kleić. Niestety, a może na szczęście, przypałętała się jedna "małpa" i swoją obecnością mi to uniemożliwiła. A najbardziej podniecające jest to, że nie wiem, jak ona by na takie moje zachowanie zareagowała. Lubi mnie, wiem to na pewno, wiem że bardzo. Ale czy to wystarczy żeby przyciągnąć ją do siebie i pocałować? Położyć ręce na jej pośladkach i przycisnąć do siebie? Na dwoje babka wróżyła. Albo dopadniemy do siebie, albo zarobię ciężko po gębie. W sumie jest mi to obojętne, no OK, wolał bym tą pierwszą opcję, ta druga, cóż, przynajmniej wiedział bym na czym "stoję". 
Jest też nadzieja, że mi w końcu przejdzie. Bo jak nie, to ratunku nie będzie, sam się pogrążę. 
Ja żonaty, ona mężatka. 
Wariactwo.
.
.
.
14:07, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 28 lutego 2011
Kusicielka

Co bardziej mobilizuje faceta do działania niż bezradność?
Bezradność pięknej kobiety!
Przychodzi do Ciebie, patrzy w oczka i mówi:
"Pomóż mi proszę!"
Serce rośnie (i nie tylko serce), mięśnie się spinają, pełna gotowość do działania.
Inna sprawa, że rozum podpowiada: "ona nie potrzebuje tak naprawdę twojej pomocy, ściemnia żebyś zrobił coś za nią, jak zrobisz to cię zleje."

Wiem mój rozumie, wiem.
Mam świadomość, że właśnie o to chodzi.


No i co z tego.
I tak jej pomogę...
Ona jest taka piękna... bezradna... i poprosiła MNIE o pomoc!

11:06, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 07 lutego 2011
Jaki poniedziałek...

... taki cały tydzień?

To ja poproszę. Co tam tydzień, nawet dwa!
Życie nieustannie mnie zaskakuje. Z różnych stron. Ja wiem, trzeba mieć wyjątkowy talent, lub być ciągle naiwnym jak małe dziecko, by ono mogło zaskakiwać.
A jednak!
Pamiętacie piękną koleżankę, tą której nie potrafię zrozumieć? No więc koleżankę odhibernowało! Zupełnie znienacka, dzwoni to dziewczę do mnie dziś przed fajrantem i pyta się, czy zaproszenie na obiad jest nadal aktualne.
Noż....
Tak więc, po robocie, zamiast w domowe pielesze, poleciałem w podskokach do knajpki, w której się umówiliśmy.
A teraz będzie najtrudniejsza część relacji, postaram się w niej opowiedzieć, o czym w tej knajpce ze sobą rozmawialiśmy.
Po dogłębnej analizie powiedzieć mogę, że poruszyliśmy tematy rodzinne, lub ściślej rodzicielskie, pogadaliśmy o pracy, i ... hmmm... powspominaliśmy? Jakoś tak.
W sumie, bardzo miłe spotkanie. Czas zleciał nie wiedzieć kiedy i gdzie. No a teraz wiadomość dnia! Po niedzieli idziemy na piwko. Jeszcze tylko ustalimy w jaki dzień tygodnia.
Co na to żona?
Nic.
Nie zainteresowała się zupełnie. Na pytanie w stylu "gdzie byłeś", odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że "byłem z nią", co mojej ślubnej zupełnie wystarczyło.
Z piwkiem będzie łatwiej, bo żona w niedzielę wybywa z domu na dwutygodniowe szkolenie z pracy...

Hulaj dusza!


22:32, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (8) »
czwartek, 21 października 2010
Odmieniona

Wróciła koleżanka.
Z urlopu wychowawczego. Nie było jej w robocie coś koło 1,5 roku.
Spotkałem ją w przelocie na korytarzu, w zeszłym tygodniu. Cześć, cześć, co tam u ciebie, fajnie że wróciłaś. A później chlapnąłem tak ni to z gruszki ni z pietruszki - miło cię było spotkać, na kawę się do ciebie wybiorę i na koniec: NIC SIĘ NIE ZMIENIŁAŚ.
Ot chlapnąłem i poleciałem dalej.
Okazja na kawę pojawiła się jakoś po niedzieli. Coś tam było do załatwienia, z racji, że jesteśmy zmuszeni od czasu do czasu ze sobą współpracować.
Porozkładaliśmy papiery, dyskutujemy nad problemem, siorbiemy kawę. Zerkam ukradkiem na tą dziewczynę, zerkam, taka sama a jednak nie.

I nagle mnie olśniło!
To zupełnie inna kobieta niż ta, którą pamiętam! Obcisła bluzeczka pięknie podkreślająca biust (jest co podkreślać). Miniówka, buty na taaaaakim obcasie, perfekcyjny makijaż, modna fryzura, noga założona na nogę. Rozmawia ze mną spoglądając mi głęboko w oczy i kręcąc nogą.

Czemu tak mnie to uderzyło?
Zapamiętałem ją jako sympatyczną dziewczynę, nieśmiałą, w wiecznie za dużych, powyciąganych sweterkach, ukrywających piersi, obowiązkowo w jeansach, na nogach jakieś adidasy, od czasu do czasu skromny pantofelek. Włosy długie, grzecznie zaczesane. Bez makijażu.

Cóż za odmiana.
Wystarczyło urodzić dziecko i wziąć ślub.
Trochę się pośmiałem (w duchu) z jej komentarzy tyczących małżeństwa i facetów (tak krótko w małżeństwie a już narzeka na ślubnego... hmmm).

Patrzcie państwo, ledwie półtora roku a tu dziewczę nie do poznania.

Na odchodnym przyznałem się do błędu.
Prosto w oczy.
Na bezczela.
Coś w stylu: "nie miałem racji, całkiem się zmieniłaś, niezłe z ciebie ciacho się zrobiło."
Kiedyś dziewczę spłoniło by lico, spuszczając skromnie wzrok a dzisiaj?

Podobam ci się? Niezła ze mnie dupa co? Spoko, ty mi się też zawsze podobałeś!

O! matko...

Tagi: koleżanka
08:23, krzysiekzsympatii
Link Komentarze (6) »