Wpisy z tagiem: marzenia

piątek, 01 października 2010
Cóż to była za noc! 1,2,3.


1.

Namiętne pocałunki, szeptane wyznania, przytulania, żar naszych ciał splecionych ze sobą, westchnienia namiętne i czułości. Miłość wirowała wokół nas, otaczała nas i była w nas. Porwała nas wartkim strumieniem, a my daliśmy się jej unieść, pijani szczęściem. Nie było czasu i przestrzeni, zatraciliśmy się w sobie. Cudowne spełnienie, duchowa uczta, miłosne wyznanie. Topniały lody naszych serc, rozpalane żarem namiętności. Odkrywane pragnienia, dotyk i smak ust. Jej aksamitna skóra, zapach jej perfum, szept cichy i namiętny. A później przyszło spełnienie. Wtuleni w siebie, pogrążeni w rozkoszy. Jej oddech i westchnienia, bicie serca. Cisza nocy i szelest aksamitnego posłania.



2.

- Cześć stary, dzwoni dziś rano Pietrek.

- Cześć, co mnie tak z rana atakujesz? Jeszcze kawy nawet nie wypiłem.

- No martwię się o ciebie.

- Co?

- Jajco! Gdzie się wczoraj umawiałeś wieczorem?

- O w dupę mać, wybacz stary, zupełnie o tym zapomniałem!

- Pięknie, też kiedyś o tobie zapomnę, cielaku!

- No nie wściekaj się, miałem romantyczny wieczór z żonką.

- Woooo... w końcu się bzykaliście? I dobrze, bo jeszcze trochę to całkiem by ci na mózg siadło!

- Oj tam bzykaliście, popieściliśmy się trochę, było miło i romantycznie.

- Eeee to do dupy.

- Nie, może być.

- Co to za bzdety opowiadasz koligen, romantyczne wieczory to ja pamiętam z podstawówki, ile ty masz lat na takie pierdoły? Czemu się nie bzykaliście?

- Terapeuta się znalazł, żona niedysponowana, ile razy mam ci powtarzać.

- Hehehehehehe, cieniutka ta twoja śpiewka, jeszcze tak ze dwa tygodnie się będziesz bujał!

- A nie! Bo ostatnio mieliśmy małe spięcie w drodze do domu!

- I co?

- I nic, podziałało, żona idzie dzisiaj do lekarza.

- Widzisz stary, mówiłem ci, one wszystkie takie same. Trzeba potrząsnąć od czasu do czasu.

- Noooo.

- To co? W niedzielę na meczyk?

- Może być meczyk.



3.

- Imię Ojca i Syna. Będzie pochwalony.

- Pochwalony.

- Ostatni raz to ja u spowiedzi byłem na święta. Żadnych tam grzechów nie zataiłem bo i jak by to, nie po krześcijańsku. A teraz żem nagrzeszył co niemiara, to i siem do Dobrodzieja wybrałem sumienie oczyścić.

Więc to bedzie tak, spiłem siem ostatnio dokumentnie z Józkiem od Walczaków, ale to było po tym jak Dobrodziej dożynki urządził, a że my dwaj tego roku, na spółkę kombajnem jeździli, to trza było uczcić, to żeśmy popili.

Do tego ze skruchom przyznaję, że te deski za Dobrodzieja garażem, przy parafii to ja żem zwinął. Znaczy się miało być na pożyczkę, bo mi dach w kurniku przeciekał, tele że jeszczem nie zarobił na te deski, chodzimy z żoną do lasu, grzybów w diabła, przepraszam, znaczy się grzyby som, jeszcze tak ze dwa razy do lasu i ja te deski dobrodziejowi odkupie.

No a na ostatek chciałem powiedzieć, strasznie mnie tak nieswojo Dobrodziejowi takie świństwa opowiadać, że moja Marycha dalej niedysponowana, ale sie baba ostatnio honorem uniosła i powiedziała, że do obcych to ona mnie puszczać nie bedzie, jak mam ruchać to wo domu, a ona coś już wymyśli. No i wymyśliła. Tylko prosze Dobrodzieja nie tak po Bożemu. Znaczy siem żadne takiem, ale dzieci to my z tego mnieć nie bedziem.

- Cóż żeście wyprawiali niecnoty!

- Znaczy się, Dobrodzieju chwalić siem nie ma czym, no tyle że teraz te miastowe baby to pomysły różne majom. No tak że było  dobrze, żona raz dwa siem ze mnom uwineła, tylko nie tak jak zwykle, bo niedysponowana, tylko do ręki i do, tfu, wasza świątobliwość wybaczy,

- Opowiadaj człowieku dokładnie, bo spowiedź nieważna będzie, jak coś przed sługą bożym zataisz!

- No to wstyd powiedzieć Dobrodzieju, znaczy się, zbereźne to jest, ehh... trzeba było się Dobrodzieja posłuchać, Maryśka od Prochnióka to już czwarte w ciąży a my tylko to jedno, zachciało mi się miastowej...

- No skończ że tą spowiedź! Co się działo?

- Tfu, skaranie boskie, znaczy się, do buzi kutasa zapakowała. Nie powiem, nawet to przyjemne, tylko żech tak pomyślał, jak by to potem w kościele, święte sakramenty brać, ale jak może wodą święconą gardło opłuka, to nie będzie źle...

- Niedobrze człowieku, niedobrze, i nie po Bożemu. Całe szczęście że sumienie jeszcze działa, i grzech swój wyznałeś. A na pokutę cztery razy Zdrowaś, i raz Ojcze nasz.